
— Z moimi oczami jest wszystko w porządku — oznajmiłem. Jak przekonująco to zabrzmiało? Przecież Lorant mówił coś podobnego. A ja już od dawna nie miałem w ogóle trudności z widzeniem w ciemnościach.
Stłumiłem te niepokojące myśli.
— Chciałbym, żebyś wykonała dla mnie pewną pracę i odpowiedziała na kilka pytań — naciskałem Dominikę. — Czy proszę o zbyt wiele?
Ruszyła swe cielsko z kanapy, wpakowując jego dolne partie w napędzaną parą uprząż. Gdy obciążyła urządzenie, posłyszałem syczenie uciekającej pary. Potem Dominika odsunęła się od łóżka z całą gracją barki.
— Jaka praca, jakie pytania?
— Chcę usunąć implant, a potem zadać parę pytań na temat swojego przyjaciela.
— Może ja też pytać o przyjaciel. — Nie miałem pojęcia, co chce przez to powiedzieć, ale nim zdążyłem to wyjaśnić, włączyła wewnętrzne oświetlenie namiotu. Zobaczyłem instrumenty, skupione wokół kanapy, którą pstrzyły niewyraźne, rdzawe strupki krwi, o rozmaitym pochodzeniu i odcieniu. — Ale to też kosztować. Pokaż mi implant. — Pokazałem. Badała go kilka chwil, jej palce w naparstkach wpijały mi się w skroń. Chyba badanie ją usatysfakcjonowało. — Podobny do implant Gry, ale ty nadal żywy.
Najwidoczniej znaczyło to, że nie może to być implant Gry; chwilowo jej logika była bez zarzutu. Bo przecież ile ofiar polowania miało szanse powrócić do Madame Dominiki, by usunęła im z czaszki urządzenie śledzące?
— Potrafisz go usunąć?
— Jeśli połączenia nerwowe płytkie, żaden problem. — Poprowadziła mnie do kanapy i przesunęła aparat wizyjny przed swoje oczy. Zerkała w głąb mej czaszki i gryzła dolną wargę. — Nie. Połączenia nerwowe płytkie, ledwo dotykać rdzenia. Dobrze dla ciebie. Ale wyglądać jak implant Gry. Jak to się tam dostać? Żebracy? — Potem potrząsnęła głową, wałki tłuszczu wokół szyi oscylowały jak przeciwwagi. — Nie, nie Żebracy, chyba że ty wczoraj kłamać, kiedy mówić, że nie mieć implant. I rana nowa. Nawet nie mieć dnia.
