
Ten niewzruszony zimny świat mieścił się w doskonałej powłoce. Na podstawie miękkości rysów i wyrazu jej twarzy mniemać można było, że jest blondynką, ale pod lśniącą falą czarnych włosów funkcjonowało niezwykłe połączenie namiętności z subtelnością. Jej całkowicie kobieca figura tchnęła świeżością i radością jasnego ciała. Była nieco niższa od Galla; on zaś sam średniego wzrostu wydawał się wyższy dzięki epoletom.
Gall był inteligentnym wojskowym, o nieco pulchnej twarzy, z melancholijnymi oczami dobrego człowieka, którym czasami starał się nadać wyniosły wyraz. Kojarząc wszystko, co przyszło mu na myśl o Runie Beguem, zwrócił zadumane spojrzenie na siebie, ale nie znajdując tam niczego szczególnego oprócz zdrowia, miłości, obowiązkowości w pełnieniu służby i dobrych manier, poczuł smutek. On nie powinien mówić o miłości. Dlatego też w chwili gdy rozległ się trzeci dzwonek, który jak gdyby pociągnął go za język, zdążył tylko powiedzieć: — Życzę pani szczęścia… — Koniec frazy: — gdyby ze mną.. — utkwił w jego gardle. Wygładził więc wąsy i przygotował się do oglądania przedstawienia.
