— Miłość i los, to jest to samo… — Gall zamilkł. — Lub… co pani chce powiedzieć?

— Mam na myśli wyjątkowy los. Wiem — Runa smutnie wzruszyła obnażonym ramieniem — że takiego losu nie jestem godna.

— Pycha zawarta w tych słowach znikła w niewiarygodnym uśmiechu. — Jednak mimo wszystko chcę, żeby ten los był szczególny.

Gall zrozumiał po swojemu jej wyniosłe marzenia.

— Oczywiście nie mogę być partnerem dla pani — powiedział w szczerym uniesieniu. — Pani jest godna zostać królową. Ja zaś jestem zwykłym człowiekiem. Jednak nie ma sprawy, nad którą nie zastanawiałbym się i którą byłbym gotów spełnić dla pani.

Runa uniosła brwi, ale uśmiechnęła się. Silna miłość wzbudzała w niej wprost religijne wzruszenie. Gdy Gall nie zrozumiał jej miała ochotą przybliżyć go do swego serca. Tak właśnie niektórzy ludzie, martwiąc się z powodu losu nędzarza, lubią zastanawiać się nad tym, czy są dobrymi ludźmi. Nędzarzowi zaś wszystko jedno.

— Jak na królową to jestem zbyt mądra — powiedziała Runa. — Znam przecież ludzi. Muszę pana zdziwić. Ten los, który mogłabym spotkać, chyba w ogóle jest niemożliwy. Wszystko to, o czym myślę, jest nie jasne i szokujące. Wie pan, tak czasem oddziałuje muzyka… Chciałabym żyć, jak gdyby w niemilknących dźwiękach uroczystej muzyki, która całą mnie odradza. Chcę, żeby wzruszająca rozkosz była wyrażona władzą, która nie ma ani granic, ani wahań.

Tę małą, bezwstydną spowiedź Runa przekazała z wytworną prostotą młodej matki szeptającej zasypiającemu dziecku sny władców.

— Ekstaza?

— Nie wiem. Ale słowa zawierają więcej, aniżeli wyobrażają sobie ludzie, użalający się z powodu niemocy słów. Dosyć już o tym, bo w przeciwnym wypadku zmieni pan o mnie zdanie.

— Nie zmieniam opinii, nie zmieniam sympatii — powiedział Gall i widząc, że Runa zamyśliła się, zaczął w milczeniu patrzeć na jej delikatny profil i kojarzyć to wszystko, z tym co o niej wiedział.



9 из 180