Kilka trąbek zawyło w przedśmiertnym lamencie, który szybko ucichł; zatrzeszczały przewrócone pulpity; estrada opustoszała; muzykanci, porzuciwszy instrumenty, pouciekali jak wszyscy.

W tym czasie minister Daugowet z trudem pocierając kościste ręce i marszcząc siwiznę brwi cicho powiedział do dwóch dobrze, lecz skromnie ubranych ludzi, którzy weszli do jego loży: „Natychmiast. Bez wahania. Wszystko biorę na siebie. Proszę nocą osobiście przyjść do mnie z raportem i nikomu ani słowa!”

Obaj nieznajomi bez ukłonu wybiegli z loży i zniknęli w tłumie.

Wówczas Drud głośno zaśpiewał na górze. Pośród panującej paniki jego głos zadźwięczał z siłą podobną do podmuchu wiatru. Była to krótka nie znana nikomu pieśń. Tylko kilka słów dotarło do uszu niektórych ludzi: „Ten szlak bez drogi…” Kadencja zginęła w harmidrze, lecz można było się domyślić, że są jeszcze trzy stopy i rym męski zawarty w wyraźnym słowie „takt”. Potem znów nie można było nic zrozumieć, dopóki w przerwie tumultu nie rozległy się zagadkowe i przeciągłe słowa: „…wzywający w migotliwy świat”.

Z loży ministra wyszła dziewczyna w sukni w białe, jedwabne fałdy. Blada, nie panująca nad sobą, podniosła ręce i krzyknęła. Nikt nie usłyszał jej słów. Śmiała się nerwowo. Jej oczy błyszcząc unosiły się ku górze. Nic nie widziała i nie czuła, tylko jasną otchłań, która rozbłysła na ruinach tego dnia cudownym ogniem.

Gall zbliżył się do niej, wziął za rękę i wyprowadził. Drżąc podporządkowała mu się prawie nieświadomie. To była Runa Beguem.

VI

Gdy „Podwójna Gwiazda” ponownie dotknął ziemi i szybko skierował się ku wyjściu, panika w przejściu zwiększyła się. Każdy, kto tylko mógł biec i ukryć się, znikał z jego drogi. Wielu upadło w tłoku i „Podwójna Gwiazda” bez przeszkód dotarł za kulisy; wziął kapelusz i palto, a potem wyszedł przez stajnię w aleję bulwaru.



15 из 180