Naoczni świadkowie poroznosili swoje wrażenia po wszystkich zakątkach, a każdy przekazywał je tak, że pozostali mieli się o co sprzeczać, co jest najlepszym dowodem oryginalności odbioru. W sprawie Druda twórczość mas, która, jak słychać, jest obecnie przedmiotem nadzwyczajnej troski, przejawiła się w niepohamowanym histerycznym ataku. Prawda, że zdawkowy sceptycyzm wykształconej. części społeczeństwa pojawił się ze swoim subtelnym „ale”, a jego głęboka bezmyślność dla odpowiednio nastrojonego ucha zawierała mnóstwo błyskotliwych wyjaśnień. Na to właśnie „ale” jak na szpulkę nawijała się barwna nić obiegowych przeświadczeń. Jedni wspominali o hipnozie, fakirstwie, inni o cudach techniki; powoływano się także i na dawnych sztukmistrzów dokonujących niezwykłych cudów z machiną tłoczącą powietrze. Nie zapomniano ani o kinematografie, ani o cudownej lampie, ani o sławnych automatach; mechaniczny człowiek Webera wygrywał swego czasu z najznakomitszymi szachistami. W związku z tym, że każde zjawisko jest podobne do kuli pokrytej skomplikowanymi rysunkami, świadkowie przeczyli sobie wzajemnie w opisie zdarzenia, ponieważ każdy widział tylko część kuli do niego zwróconą z ponadplanowym dodatkiem własnej fantazji, lub też chcąc zaszokować słuchacza suchą informacją; nie uwzględniał detali; dzięki temu to, co oczywiste, stało się wręcz skomplikowane, dyskusyjne. Niemniej jednak „głos boży”, to znaczy wieści dochodzące zza kulis i galerii, sprawiał wielką uciechę ubarwiając to wszystko, co jest bzdurnego w człowieku, gdy zechce mu się pleść niestworzone rzeczy lub też samemu je stwarzać. Wieści te przyniosły opowieść a diable, który wyjechał na białym koniu; według dokładnych informacji innych ludzi diabeł porwał dziewczynkę i odleciał z nią przez okno; jeszcze inni dodawali, że maleństwo przekształciło się w potworną staruchę.


19 из 180