
— Nie, nie! Proszę nie mówić! Proszę nie mówić! — krzyknęły kobiety. — Och, a co pani tam widziała?
— Siedział na workach, jeszcze teraz cała drżę, jak to wspominam. „Moje szanowne członki” — powiedział i odjął prawą nogę. „Moje kochane kończyny”. Tu Bóg mi świadkiem, sama widziałam, odjął i postawił przy ścianie lewą nogę. Kolana ugięły się pode mną, ale patrzyłam dalej. Patrzę, a on odejmuje jedną rękę. Wiesza ją na gwoździu, odejmuje drugą, kładzie niedbale i…
— I co?! — pytali słuchacze.
— I najspokojniej zdejmuje z siebie głowę! O, tak! Buch ją na kolana!
Pokojówka, chcąc teraz przedstawić ten straszny moment, schwyciła siebie za głowę, wytrzeszczyła oczy, a potem z wyrazem zmęczenia wywołanego szokującym wspomnieniem obrazowo opuściła ręce i cofnęła się z westchnieniem.
— No, no, ale kłamiesz — powiedział kucharz, którego zaciekawienie opowiadaniem wyraźnie zmalało, gdy tylko pokojowa pozbawiła biedaka drugiej ręki. — Jak mógł zdjąć głowę, jeśli nie miał rąk?
Pokojówka obrzuciła go lodowatym spojrzeniem.
— Już dawno ktoś zauważył — ostro zareplikowała — że zachowuje się pan jak azjatycki pasza, bez krzty szacunku wobec kobiet! Kto wbił panu do głowy, że starzec był bez rąk? Powiadam, że ręce miał.
Trzeźwy umysł kucharza zmącił się; bezradnie więc machnął ręką i splunął. W tej chwili zjawił się, patrząc ponad ogromnymi okularami, człowiek w fartuchu i w filcowych pantoflach. Był to posługacz z górnego piętra.
— Dziwna rzecz — powiedział, nie zwracając się do nikogo, lecz obrzucając wszystkich po kolei ponurym, obcym spojrzeniem. — Co? Mówię, że to dziwna rzecz, o czym też powiadomiłem nocą administratora.
