
Unni też mu się podobała. Ale Unni należy do Jordiego, więc o niej Tabris nie powinien nawet myśleć.
Uczucia? Nigdy przedtem nie rozumiał tego słowa.
A teraz Sissi jest jego, tylko jego. Morten zniknął z pola widzenia i tak samo zrobiła skrupulatna Juana. Teraz jest tylko Sissi i on.
Nie zdając sobie z tego sprawy, głaskał ją po ramieniu, w dół do nadgarstka. Dłoń spoczęła nieświadomie na jej piersi…
Miguel drgnął, kiedy zdał sobie sprawę, jaki ciężki stał się jego oddech. Pożądanie narastało w jego ciele, więc cofnął dłoń. Instynktownie przeczuwał, że gdyby teraz nie przerwał, to wkrótce sprawy wymkną się spod kontroli, on sam zaś stanie się znowu Tabrisem, który za nic nie powinien mieć seksualnych kontaktów z tą drobną kobietą. Oczywiście, że on mógłby to zrobić, ale nie życzył aż tak źle jej, przeciwnie, pragnął się o nią zawsze troszczyć.
Czułość wobec innego stworzenia, to też było coś całkiem nowego.
Egzystencja demona była niezaprzeczalnie dużo prostsza. Nie taka zróżnicowana, nie taka skomplikowana. Miguel uważał, że bardzo się rozwinął dzięki tym wszystkim wspólnym przeżyciom z ludźmi.
Mimo to wiedział, że Tabris nadal w nim istnieje. I że to on wciąż jest Tabrisem. Podstępnym, złośliwym, nieprzewidywalnym. Nie powinien był o tym zapominać. Nawet jeśli, jako jeden z demonów Nuctemeron, był zaliczany do mniej niebezpiecznych. Są one raczej dżinami, duchami. Tabris jest przecież dżinem wolnej woli. I to chyba nie należy do spraw budzących grozę?
Tabris w nim warknął cicho. Czas wziąć się w garść, bo chyba nie stara się zostać jednym z tych cieszących się respektem złych demonów otchłani? Uff, co za bzdury, odczuwać coś do istoty ludzkiej?
Ale Sissi jest przecież…
Różne myśli krążyły mu po głowie, nie znajdując żadnego oparcia i nie pozwalając mu określić, czego sam by w głębi duszy chciał.
