
On jednak się nie spieszył, a ich wrogowie podchodzili coraz bliżej, spiesz się, spiesz się, już nie mogę czekać, płonę, tak, o tak, zbliż się, jestem gotowa, chcę go poczuć, jest taki wielki, prawda, ogromny, mogę go dotknąć, jest taki jak…
I wtedy się ocknęła. Zła, rozczarowana i zawstydzona, że jest taka mokra i że wciąż jeszcze płonie pożądaniem.
Czy nikt nie zauważył, co się z nią dzieje?
Nie, wszyscy śpią, Bogu dzięki!
Napinała mięśnie, udręczona, pragnęła sama sobie pomóc, ale nie zdobyła się na to. Czekała, jak zawsze, aż pragnienia powoli wygasną. Nigdy nie miała odwagi doprowadzić sprawy do końca, choć zdarzyło jej się to kilka razy we śnie.
I wtedy przeżywała cudowną słodycz. O, fuj, jaki grzech i ohyda!
Juana miała ochotę płakać nad swoim losem. Jej miłosne życie było takie skomplikowane tylko dlatego, że wychowano ją w zbyt surowych zasadach. I co teraz powinna zrobić? Jest przecież dojrzała… nawet można by powiedzieć przejrzała. Coś musi się wydarzyć, i to zaraz!
Na zewnątrz, w gęstym lesie, ludzie budzili się powoli w blasku poranka. Flavia podnosiła się z trudem, cała sztywna, wciśnięta między pnie dwóch drzew, częściowo przysypana liśćmi i chrustem – Krzywiła się z obrzydzeniem, żeby elegancka, światowa dama musiała sypiać w takich warunkach…
Jej brat, hrabia, usiadł zaspany. Miał poważne problemy z zachowaniem właściwej godności. Thore Andersen próbował mu jakoś pomóc, ale sam był w nie lepszej sytuacji – Jak myśmy się tu dostali? – spytała Flavia.
– Demon – odparł hrabia z drżeniem. Thore Andersen jęknął.
– Co to za dziwne dźwięki? – spytał przestraszony Alonzo, leżący kawałek dalej.
