
Flavia z wściekłością odepchnęła Emmę, którą demon w przypływie diabolicznego. humoru ulokował tuż przy niej. Ani Emma, ani Kenny jeszcze się nie obudzili, reszta nasłuchiwała jednak w skupieniu.
Słyszeli pełne irytacji warczenie i pocharkiwanie, które raz po raz przechodziło w ryk, i jakby coś twardego obijało się o pnie drzew.
Emma nareszcie otworzyła oczy i również słuchała. Jej zsiniała twarz stała się jeszcze bledsza.
– Wamba – wyszeptała. – A może Leon, czy kim on teraz jest… O, mój Boże! Och, pomóżcie mi, nie mogę się ruszyć!
Nikt z siedmiorga już nie spał. Kenny miał nieznośne bóle, spędził bowiem noc, leżąc na obolałym barku. To też dzieło Tabrisa.
Przerażeni wsłuchiwali się, jak Wamba atakuje drzewa.
– Bestia się tędy nie przedrze – powiedział Alonzo pobielałymi wargami. – Tu naprawdę jest za gęsto.
– Prędzej czy później postawi na swoim – zaprotestowała Emma cierpko. – Nawet gdyby miał wyrwać drzewa w całym lesie. Musimy skryć się w kościele.
– U demona? – spytał hrabia lodowatym tonem.
– Posłuchaj no ty – zaczęła Emma, mocno akcentując poszczególne słowa. – Demony są po mojej stronie. Ten, tam, mógł wczoraj wieczorem wymordować nas wszystkich. To dla niego jak splunąć. Ale on tego nie zrobił. Więc czego się boicie?.
– Ja chcę skarb! – oznajmiła Flavia zdecydowanie. – Nie po to męczyłam się tyle w drodze tutaj, nie mówiąc już o nieznośnym mizdrzeniu się do tych młodych idiotów, do tej dziwki Gudrun i zdrajcy Pedra całymi latami, żeby… Nie, nikt mnie nie powstrzyma. Skarb będzie mój.
Wszyscy rzucili się ku kościelnym drzwiom, każde chciało być pierwsze. Ale drzwi były zamknięte i ani drgnęły pod ich naporem. Tommy i Emma szarpali i darli pociemniałe deski, aż biedna Emma połamała sobie paznokcie, ale była to tylko strata czasu.
Hrabia spojrzał w górę.
– Dach! Andersen, ty nie zdołasz się na niego wdrapać, ale my możemy. I Flavio, ani słowa więcej o tym, że skarb jest twój. Ja jestem głową rodu, skarb należy do mnie.
