
Wywiązała się długa wymiana zdań, najpierw na temat skarbu, a potem wspinaczki na dach. Kenny zrezygnował, nie był w stanie łazić po dachach ze swoim przetrąconym barkiem. Tommy ostrzegał go przed Wambą, ale Kenny nie dawał się przekonać. Usiadł, oparłszy się plecami o kościelne drzwi.
– Żadne potwory ani demony nie odważą się nic mi zrobić pod drzwiami kościoła – próbował żartować na pół z płaczem.
– Patrzcie, to ty się teraz zrobiłeś taki religijny – prychnęła Emma.
4
W kościele Jordi zebrał wszystkie pięć gryfów, które ich właściciele zdjęli z łańcuszków. Uważali zgodnie, że to on powinien być przywódcą. Tylko Unni miała na tę sprawę inny pogląd. Była mianowicie zdania, że Jordi powinien najszybciej jak to możliwe opuścić kościół, a już na pewno nie schodzić na dół. Nikt nie chciał jej słuchać. Bez niego bowiem czuli się bezradni.
Miguel był z nimi, zachowywał jednak milczenie. On miał dwa zadania: obserwować, jak cała sprawa się skończy, oraz pojmać Urracę.
Zarazem jednak czuł się jednym z nich. Od bardzo dawna już znajdował się w tej ambiwalentnej sytuacji.
– Pamiętajcie – upomniał Jordi – ani słowa o gryfach, kiedy tamci wejdą do kościoła. Żadne z nich o gryfach nie wspomniało, może zapomnieli o ich istnieniu?
– To płonna nadzieja – rzekła Unni sucho. – Emma i jej kompania nic pewnie na ten temat nie wie, ale pozostali wielokrotnie poszukiwali poszczególnych gryfów. Flavia jest wściekła, ale poza tym oni mają wiedzę, której my nie posiadamy.
– Spróbujemy poradzić sobie bez tego – rzekł Jordi. – Tamci nie wykazali przecież najmniejszej woli współpracy. Odsuwamy płytę, chłopcy?
Po tym jak poprzedniego dnia kościelny dzwon uderzył po raz pierwszy, płyta przesuwała się już jak chcieli. Wszyscy z wyjątkiem Unni pchali płytę z całych sił i oto schody na dół stanęły przed nimi otworem. Jordi poświecił latarką.
