– Wygląda na podłogę ubitą z ziemi – oznajmił. – I jest tam ciemno.

– Czy krypta jest duża?

– Nie, chyba nie bardzo. Nie widzę dokładnie, ale wygląda na pustą. Zaczekajcie chwilkę – dodał i zgasił latarkę. – Widzicie? Tam gdzieś sączy się światło.

Antonio zajrzał do środka i powiedział:

– Pamiętacie drugie uderzenie dzwonu? Ten ostry dźwięk, jakby w krypcie kamień szorował o kamień. Wtedy ktoś powiedział, że teraz droga do wnętrza została otwarta. Tam wewnątrz musi być jeszcze jedno sklepienie.

– Pod którym jest światło? – spytał Morten. – Ale skąd mogłoby ono wypływać?

– Tego nie wiem. Nie, popełniłem błąd. Spójrzcie! Na dole, u podnóża schodów, były jeszcze jedne kamienne drzwi. Teraz te drzwi są otwarte. To sprawiło drugie uderzenie w dzwon.

Antonia, który stał na szczycie schodów, przeniknął lodowaty dreszcz. Jakby go owionął gwałtowny poryw wiatru.

Jestem ojcem malutkiego chłopca, pomyślał, a oto stoję tutaj, w przedsionku śmierci. Nie, to zbyt melodramatyczne. Ale jestem przestraszony, to muszę przyznać. Chcę zobaczyć swoje dziecko. Chcę wrócić do Norwegii, do Vesli.

I co, mam złożyć Jordiego w ofierze? Nawet myśleć o tym nie chcę, to się nie może zdarzyć! Musimy zapobiec katastrofie.

– Ciii – szepnęła Sissi. – Ktoś chodzi po dachu.

Rzeczywiście ktoś był na dachu. Ale niedługo. Wielki płat konstrukcji oderwał się z trzaskiem i sześć osób runęło na łeb, na szyję do wnętrza.

– Przecież mówiłem, że jest nas za dużo – syknął hrabia, kierując swoje słowa głównie do Emmy. – Co wyście tam mieli do roboty?

Podniósł się sztywno niczym połamany przez reumatyzm starzec. Emma skręciła stopę, poza tym jednak skończyło się na siniakach, co prawda rozległych, ale tylko tyle.

Flavii niełatwo było zachować godność, ale robiła co mogła.

– Teraz już wystarczy – zwróciła się do grupy Jordiego niezwykle ostrym tonem. – Zabierajcie się stąd natychmiast, obrzydliwe pasożyty!



16 из 150