— Sąsiedzie! — wrzasnął, wznosząc ręce ku sufitowi. — Boże, chciałem zupełnie co innego powiedzieć! Lidka! Czy ty rozumiesz, że przed tobą siedzi absolutnie tajemniczy i zagadkowy człowiek? Od czasu do czasu po prostu znika. Przychodzi, zostawia u nas klucz od mieszkania i rozpływa się w powietrzu! Nie ma go miesiąc, nie ma dwa miesiące. Nagle dzwonek do drzwi. Wrócił… -Malanow poczuł, że powiedział o wiele za dużo, że starczy, że najwyższy czas zboczyć z tematu. — W ogóle, sąsiedzie, świetnie pan wie, że bardzo pana lubię i zawsze chętnie widzę u siebie w domu. Więc nie może być nawet mowy o tym, żeby pan zniknął przed drugą w nocy…

— No oczywiście, Dymitrze Aleksiejewiczu… — zahuczał Snie-gowoj i poklepał Malanowa po ramieniu. — Oczywiście, mój drogi, oczywiście…

— A to jest Lidka — powiedział Malanow, wystawiając palec w stronę Lidki. — Najlepsza przyjaciółka szkolna mojej żony. Z Odessy.

Śniegowej z widocznym wysiłkiem odwrócił się do Lidki i zapytał:

— Na długo pani przyjechała do Leningradu?

Coś odpowiedziała, nawet dosyć życzliwie, Śniegowej znowu o coś zapytał, zdaje się o białe noce…

Słowem, w końcu jednak zaczęła się nawiązywać nić międzyludzkiej przyjaźni i Malanow mógł odetchnąć. Nie-e, chłopcy, jednak nie mogę pić. Ale wstyd! Papla nieszczęsna. Nie słysząc i nie rozumiejąc ani jednego słowa, patrzył na straszną, spaloną, piekielnym ogniem twarz Sniegowoja i gryzł się okropnie. Kiedy męka stała się nie do zniesienia, powolutku wstał i trzymając się ściany, dotarł do łazienki i tam się zamknął. Przez czas jakiś siedział w posępnej rozpaczy na brzegu wanny, następnie odkręcił zimną wodę na cały regulator i postękując wsadził głowę pod kran.

Kiedy wrócił, świeży, z mokrym kołnierzykiem, Śniegowej z wysiłkiem opowiadał kawał o dwóch kogutach. Lidka śmiała się perliście z głową odrzuconą do tyłu, pokazując szyję stworzoną do pocałunków.



17 из 128