— Jaką książkę? — zapytał wreszcie Malanow.

— Dowolną — powiedział niecierpliwie Śniegowoj. Niech pan weźmie chociażby tę i trzyma w ręku, żeby nie zapomnieć… I może jednak usiądziemy na chwilę.

W kompletnym osłupieniu Malanow wziął ze stołu gruby tom, wsadził pod pachę i siadł pod lampą na wersalce. Arnold Pawłowicz usiadł obok i natychmiast zapalił. Na Malanowa nie patrzył.

— A więc tak… — zahuczał. — A więc tak… Przede wszystkim, co to za kobieta?

— Lidka? Przecież panu powiedziałem. Przyjaciółka żony. A bo co?

— Pan ją dobrze zna?

— N-nie… Dziś ją zobaczyłem pierwszy raz w życiu. Przyjechała z listem… — Malanow zaciął się i zapytał ze zgrozą: — A czy pan myśli, że ona…

Śniegowej przerwał mu:

— Umówmy się, że to ja zadaję pytania. Czasu jest mało. Nad czym pan teraz pracuje?

Malanow od razu przypomniał sobie Weingartena i znowu poczuł nieprzyjemny chłód. Odpowiedział z krzywym uśmieszkiem:

— Jakoś dzisiaj dziwnie wszystkich interesuje moja praca…

— A kogo jeszcze interesuje? — szybko zapytał Śniegowej. -Ją?

Malanow potrząsnął głową.

— Nie… Weingartena… To mój przyjaciel.

— Weingarten… — Śniegowej zasępił się. — Weingarten…

— Ależ skąd! — powiedział Malanow. — Znam go bardzo dobrze, razem chodziliśmy do szkoły i przyjaźnimy się jeszcze od tamtych czasów.

— Nazwisko Gubar nic panu nie mówi?

— Gubar? Nie… Ale co się stało?

Śniegowej zdusił niedopałek w popielniczce i zapalił nowego papierosa.

— Kto jeszcze pytał o pańską pracę?



20 из 128