Pod oknem na całego grzmiały już przyczepy ciężarówek, a w mieszkaniu było cicho. Z wczorajszego dnia pozostał tylko lekki szum w głowie, metaliczny posmak w ustach i jakaś nieprzyjemna zadra w duszy czy też może w sercu, zresztą Bóg jeden wie gdzie. Zaczął medytować nad tą drzazgą, ale wtedy ostrożnie zadzwonił dzwonek u drzwi. A, to pewnie Pawłowicz z kluczami, domyślił się i pośpiesznie wyskoczył z łóżka.

Idąc przez przedpokój, machinalnie zauważył, że kuchnia jest starannie posprzątana, a drzwi do pokoju Bobka zamknięte i od wewnątrz zasłonięte makatką. Lidka śpi. Wstała, zmyła naczynia, a potem znowu chrapnęła.

Kiedy walczył z zamkiem, dzwonek znowu delikatnie zabrzęczał.

— Zaraz, zaraz… — schrypniętym, zaspanym głosem powiedział Malanow. — Chwileczkę, Arnoldzie Pawłowiczu…

Ale to wcale nie był Arnold Pawłowicz. Szurając podeszwami po gumowej wycieraczce, w progu stał absolutnie nie znany młody człowiek. W dżinsach, w czarnej koszuli z podwiniętymi rękawami i w olbrzymich ciemnych okularach. Malanow jeszcze zdążył zauważyć, że w głębi klatki schodowej majaczy dwóch identycznych, w przeciwsłonecznych okularach, ale natychmiast o nich zapomniał, ponieważ pierwszy powiedział nagle „Jestem z prokuratury” i pokazał Malanowowi jakąś legitymację. Otwartą.

„Cała przyjemność po mojej stronie!” — przeleciało przez głowę Malanowa. Tego należało oczekiwać. Czuł się zdecydowanie nieswojo. Stał w kąpielówkach i tępo patrzył w otwartą legitymację. Widział zdjęcie, jakieś podpisy i pieczątki, ale jego zdezorganizowane zmysły zarejestrowały tylko jedno: „Ministerstwo Sprawiedliwości”. Wersalikami.

— Tak… — wyszeptał. — Naturalnie. Proszę wejść. A o co chodzi?

— Dzień dobry — powiedział młody człowiek nad wyraz grzecznie. — Dymitr Malanow to pan?

— Tak.

— Chciałem zadać kilka pytań, jeśli pan łaskaw.

— Proszę bardzo, proszę… — powiedział Malanow. — Przepraszam za bałagan… dopiero co wstałem… Może lepiej pójdziemy do kuchni?… Chociaż nie, tam jest teraz słońce… Dobrze, niech będzie tutaj, zaraz posprzątam.



22 из 128