— Idź do diabła — zaproponował mu Malanow.

Wówczas Wieczerowski wygłosił następną tyradę, tym razem prozą.

— Kiedy jest mi źle, pracuję — powiedział. — Kiedy mam nieprzyjemności, kiedy tłucze mnie chandra, kiedy życie wydaje mi się nudne, siadam do pracy. Zapewne istnieją inne recepty, ale ja ich nie znam. Albo też po prostu mi nie pomagają. Chcesz mojej rady — służę: bierz się do roboty. Bogu dzięki, takim ludziom jak ty i ja do pracy potrzebny jest tylko ołówek i kartka papieru…

Powiedzmy, że Malanow wiedział to wszystko i bez Wieczerowskiego. Z książek. Z Malanowem wszystko było inaczej. Mógł pracować tylko wtedy, kiedy było mu lekko na sercu i nic nad nim nie wisiało.

— Liczyć na twoją pomoc… — powiedział. — Lepiej zadzwonię do Weingartena… Moim zdaniem, to bardzo dziwne, że tak wypytywał o Sniegowoja…

— Naturalnie, zadzwoń — powiedział Wieczerowski. -Tylko jeśli możesz, przenieś aparat do drugiego pokoju.

Malanow podniósł telefon i zaciągnął sznur do sąsiedniego pokoju.

— Jeśli chcesz, możesz zostać u mnie — powiedział w ślad za nim Wieczerowski. — Papier jest, ołówek mogę ci dać…

— Dobra — powiedział Malanow. — Zobaczymy…

Teraz Weingarten nie odpowiadał. Malanow przeczekał z dziesięć sygnałów, odłożył słuchawkę, zadzwonił jeszcze raz i po następnych dziesięciu zrezygnował. Tak. Co robić dalej? Oczywiście, można zostać u Filipa. Tu jest chłodno, cicho. We wszystkich pomieszczeniach klimatyzacja. Ciężarówek nie słychać — okna wychodzą na podwórze. I nagle dotarło do niego, że wcale nie o to chodzi. Po prostu bał się wracać do siebie. Koszmar. Najbardziej na świecie lubię swoje mieszkanie, i do tego mieszkania boję się wrócić. No nie, pomyślał. Tego się nie doczekacie. Ja bardzo przepraszam.

Zdecydowanym ruchem wziął telefon i odniósł go na miejsce. Wieczerowski siedział patrząc na samotną kartkę i delikatnie stukał w nią swoim niebywałym parkerem. Kartka była do połowy zapisana symbolami, których Malanow nie rozumiał.



43 из 128