
— Kim on jest? Konstruktorem rakiet?
— Kto? Zachar? — Weingarten zdziwił się. — Ależ nie, skądże znowu. To majster, złota rączka. Konstruuje pchły sterowane elektronicznie… Ale nie na tym polega nieszczęście. Nieszczście polega na tym, że Zachar należy do ludzi, którzy troskliwie i rzetelnie traktują swoje pragnienia. To są jego własne słowa. I weź pod uwagę, stary, że to szczera prawda.
Chłopczyk znowu pojawił się w kuchni, wlazł na taboret. Zt nim wszedł Zachar. Malanow powiedział:
— Zachar, wiesz, dopiero teraz przypomniałem sobie, przedtem zapomniałem. Przecież Śniegowej pytał o ciebie…
I teraz Malanow po raz pierwszy w życiu zobaczył, jak człowiek bieleje w oczach. To znaczy robi się dosłownie biały jak papier.
— O mnie? — zapytał Zachar samymi wargami.
— Tak… wczoraj wieczorem… — Malanow przeraził się. Takiej reakcji jednak nie oczekiwał.
— Ty go znałeś? — zapytał cicho Weingarten Zachara.
Zachar w milczeniu pokręcił głową, sięgnął po papierosa, pół paczki wysypał na podłogę i zaczął spiesznie zbierać to, co wysypał. Weingarten chrząknął, wymamrotał: „Ten problem należałoby, tego…” i zaczął rozlewać koniak. A wtedy chłopczyk powiedział:
— Nie wiesz czasem! To jeszcze nic nie znaczy.
Malanow znowu drgnął, a Zachar wyprostował się i zaczął patrzeć na syna jakby z nadzieją czy co.
— Zwykły przypadek — ciągnął chłopczyk. — Zajrzyjcie do książki telefonicznej, tam tych Gubarów jest co najmniej osiem sztuk…
11…Malanowa znał od szóstej klasy. W siódmej zaprzyjaźnili się i do końca szkoły siedzieli w jednej ławce. Weingarten nie zmieniał się z upływem lat, tylko powiększał swoją wyporność. Zawsze był wesoły, gruby, żarłoczny, zawsze coś kolekcjonował — albo znaczki pocztowe, albo monety, albo kasowniki, albo etykietki na butelkach. Raz, kiedy już był biologiem, nawet zaczął zbierać ekskrementy, ponieważ Żeńka Sidorcew przywiózł mu z Antarktydy wielorybie, a Sania Żytniuk dostarczył z Pendżikentu ludzkie, ale nie zwyczajne, tylko skamieniałe, z dziewiątego wieku. Nieustannie męczył znajomych, żądając okazania drobnych — szukał jakichś niezwykłych miedziaków. I wiecznie łapał cudze listy, żebrząc o koperty ze stemplami.
