
Dlaczego nie wprowadzono systemu komputerowego, nie założono łącza z Internetem, nie zainstalowano programu do księgowości? To nie było podobne do jego babki, kobiety wyprzedzającej swoje czasy, która z taką samą łatwością posługiwała się telefonem komórkowym i telefaksem, jak szminką i pudrem. Kate Fortune utrzymywała łączność komputerową ze wszystkimi firmami męża, łącznie z fabrykami w Singapurze czy Madrycie. Chociaż potrafiła mówić jak prości robotnicy pracujący w spółce naftowej Bena, umiała pilotować samolot. Jeśli jakiekolwiek ranczo w Wyoming miałoby być wyposażone w komputer i modem, to właśnie ranczo Kate. Trudno było wytłumaczyć ten brak łączności ze światem. A może Kate chroniła się tu przed wyścigiem szczurów i chciała zachować powolne tempo życia, które dobrze służyło ranczerom?
Zadzwonił telefon i Kyle szybko chwycił słuchawkę. Gdzieś w głębi duszy miał nadzieję, że usłyszy aksamitny głos Samanthy. Czuł, że ogarnia go napięcie.
– Kyle Fortune – odezwał się.
– No coś podobnego! – W słuchawce zadudnił głos Granta i Kyle usiadł wygodniej w fotelu. – Słyszałem, że wróciłeś.
– Złe wieści szybko się rozchodzą.
– Zwłaszcza w tej rodzinie. Święte słowa, pomyślał Kyle. Członkowie rodziny Fortune zawsze byli sobie bliscy, ale po śmierci babki Kyle miał wrażenie, że jeszcze bardziej się do siebie zbliżyli i zwarli szeregi. Połączyła ich rozpacz po utracie ukochanej osoby.
– Mike mówił, że poleciałeś do Jackson firmowym odrzutowcem, więc wiedziałem, że prędzej czy później się tu pokażesz.
– Zdążyłem już nawet zobaczyć tego potwora, którego odziedziczyłeś.
