– Do diabła z tym wszystkim! – zaklął ze złością. Poruszył głową we wszystkie strony, aż coś zachrobotało mu w kręgach szyjnych. Tadd Richter. Co też zobaczyła w takim łobuzie? A w ogóle dlaczego on się nad tym zastanawia! Przecież to zamierzchła przeszłość.

Rozpuszczalna kawa w kubku, obrzydliwa nawet tuż po zaparzeniu, teraz wystygła i wyglądała tak, jakby za chwilę miała zamienić się w galaretę. Kyle skrzywił się, wstał ze skrzypiącego fotela i podszedł do kredensu, gdzie kiedyś Ben trzymał alkohol. Pusto. A więc następny cios. W gabinecie nie ma ani komputera, ani alkoholu, tylko wykładane pożółkłą boazerią ściany, wyblakłe obrazki z jeźdźcami rodeo i pleciony dywanik na wysłużonej podłodze z desek. Wyglądało to tak, jakby życie w tym odległym zakątku Wyoming nie zmieniło się od pół wieku.

– Wielkie dzięki, Kate – wymamrotał, chociaż w głębi serca zachował piękne wspomnienia z wakacji na ranczu. Inna sprawa, że niechętnie do tych wspomnień wracał.

Nie odczuwał skutków długiego lotu. Podróż samolotem z Minneapolis do Jackson nie była taka uciążliwa. Szybko dojechał też na ranczo pośpiesznie kupioną, używaną furgonetką. To nie zmęczenie mu dokuczało, tylko poczucie, że ktoś nim manipuluje. Nie pierwszy raz. Babka znów wtrąca się w jego życie, tym razem zza grobu.

Wyłączył stojącą na biurku lampę i wyszedł boso na korytarz biegnący wzdłuż rozległego, piętrowego domu, w którym spędził wiele letnich wakacji. Czasami rodzina wyjeżdżała w odległe, egzotyczne miejsca – do Meksyku, na Jamajkę, Hawaje lub do Indii. Jednak najlepiej i najprzyjemniej wspominał nie wakacje w luksusowych hotelach z pięciogwiazdkowymi restauracjami, źródłami mineralnymi i basenami. Nie. Najlepsze wakacje swego życia spędzał tutaj, ucząc się pętać cielęta, siodłać konie, znaczyć bydło, a oprócz tego kąpać się w strumieniu i spać wprost pod gwiazdami bezkresnego nieba Wyoming.



17 из 172