
Nie potrafiła znaleźć odpowiednich słów, co jej się nieczęsto w życiu zdarzało.
– Mnie też jest przykro – rzekł z westchnieniem Kyle i spojrzał na ogiera. – Co chciałaś zrobić z tym koniem?
– Chciałam go nauczyć chodzić na wodzy. To najdroższy ogier w naszej stajni i kilku okolicznych ranczerów już chce go wynająć jako ogiera rozpłodowego. Problem polega na tym, że Joker jest uparty tak jak wielu znanych mi mężczyzn, i nie chce robić tego, co mu się każe. Nie znosi chodzić na wodzy, nie chce wejść do przyczepy i w ogóle same z nim kłopoty – wyjaśniła z lekkim uśmiechem.
Prawdę mówiąc, podziwiała Jokera za poczucie niezależności. To nie jego szlachetne pochodzenie, ale silny charakter wywoływały na ustach Samanthy pełen aprobaty uśmiech.
W tej samej chwili ogier uniósł głowę, wydął nozdrza i zarżał na widok klaczy, która wraz z podskakującym przy jej boku źrebięciem zbliżyła się do ogrodzenia.
– Lubi płeć przeciwną – zauważyła Sam.
– A to błąd. Czujnie spojrzała na Kyle'a, uśmiech zniknął z jej ust.
– Przemawia przez ciebie doświadczenie? – zapytała.
– Słuchaj, wiem, że ja…
– Nieważne – przerwała mu szybko. – To stare dzieje. Nie rozmawiajmy o tym, dobrze?
Wiedziała jednak, że kiedyś będą musieli o tym porozmawiać. Nie może dłużej ignorować przeszłości, zwłaszcza teraz, kiedy Kyle się tutaj zjawił. Zasługuje na to, żeby poznać prawdę. Sumienie czasami sprawiało jej tyle kłopotu. Wiedziała, że nie ma wyboru. Musi zdradzić mu swoją tajemnicę. Ale nie teraz.
