
– Zajmijmy się koniem, co? – Z tymi słowami ruszyła w stronę ogiera, a Kyle za nią. Przemówiła do Jokera łagodnie, a ten zareagował jak zwykle – uciekł w przeciwny koniec zagrody. Spięta, znów zbliżyła się do zwierzęcia. Tym razem Joker się nie opierał i pozwolił zaprowadzić się do stajni, gdzie został nakarmiony i napojony.
Kyle nie odstępował ich ani na krok. Najwyraźniej zafascynowany jej podejściem do zwierzęcia, podążył za nią do stajni. Z zaciekawieniem przyjrzał się budynkowi, który teraz należał do niego. Betonowa podłoga, ściany z nieheblowanych cedrowych desek, strych na siano nad rzędami końskich boksów i pomieszczenie, gdzie przechowywano siodła i uprząż, od których bił ciepły zapach wyprawionej skóry.
– Mieszkasz w domu po rodzicach? – zapytał, rozglądając się wokół. Światło wciskało się do środka przez brudne okna.
Drobiny kurzu tańczyły lekko w kilku cienkich, słonecznych smugach.
– Tak.
– Sama?
– Z córką – odparła, zamykając drzwi boksu. Skobel wskoczył na miejsce z głuchym stukiem, który odbił się echem od ścian. Potem zapanowała cisza, zakłócana jedynie brzęczeniem muchy i biciem serca Sam.
– Nie wiedziałem, że jesteś mężatką.
– Nie jestem.
– Och… Pewnie sobie pomyślał, że jestem rozwódką, stwierdziła w duchu. Postanowiła nie wyprowadzać go z błędu, dopóki nie odzyska równowagi. Niech sobie myśli, co chce. Przywykła do tego, że ludzie wymyślali na jej temat najróżniejsze rzeczy. Samotne macierzyństwo w małym, prowincjonalnym mieście zawsze wywołuje ciąg plotek i domysłów. Sam nigdy nie zadawała sobie trudu, żeby prostować fałszywe przypuszczenia.
– Po śmierci ojca mama przeniosła się do miasteczka, a ja z Caitlyn…
– Caitlyn to twoja córka? Skinęła głową, bojąc się, że zdradzi zbyt wiele.
