– Chodź i poznaj naszego nowego lekarza.

To było szaleństwo, ale czy miała wybór? Pracę na etacie i zamieszkanie z rodzicami. Nie zniosłaby tego. Współczucie rodziny i przyjaciół przygniatało ją. Może więc samo niebo zesłało jej tę szansę?


Wciąż jednak miała nie spłacone rachunki. Zarobki szły do wierzycieli Douga, a bez kapitału na porządne wyposażenie gabinetu i przyzwoity samochód nie mogła pracować. Miała nadzieję spłacić długi, a stacją było jedynie na spłacanie odsetek.

Zdecydowała się. Powie rano Belli, ze chce sprzedać domek i te parę akrów zaniedbanego pastwiska wokół.

Dwóch pacjentów pojawiło się jednak przed przyjściem Belli i zanim ich obsłużyła, w małym salonie będącym jednocześnie poczekalnią, w kolejce czekało już na nią sześciu następnych.

– Mam nowinę – szepnęła Bella, gdy Kate wyłoniła się z gabinetu po kartę kolejnego pacjenta.

– Jeśli chodzi o sprzedaż gabinetu Alfa, to już wiem – odpowiedziała przyciszonym głosem. Obróciła się do starszej kobiety siedzącej przy drzwiach i zdobyła na uśmiech. – Proszę, pani Breuhaut. Przepraszam, że musiała pani czekać.

Tego ranka wszystkich pacjentów przepraszała za opóźnienie. Każdy miał bowiem jakiś poważny problem, wymagający czasu, a ponadto chciał porozmawiać o sprzedaży gabinetu Alfa.

Poczekalnia opróżniła się dopiero po drugiej. Kate wyszła z pokoju, w którym przyjmowała pacjentów, I z ulgą stwierdziła, że oprócz Belli nie ma już nikogo.

– Dzięki Bogu, wreszcie koniec.

– Nie widziałaś jeszcze listy wizyt domowych – ponuro poinformowała ją Bella. – A wiem, że w nocy zepsuł ci się samochód. Tu nie da się niczego ukryć dłużej niż przez pięć minut, zwłaszcza jak się zostawia na drodze spalone auto. Dzwoniłam do Tima. Kilku farmerów pojedzie tam po południu traktorami, żeby uprzątnąć bałagan. Pete Symons będzie cię woził swoją taksówką na wizyty, dopóki się wszystko nie ułoży.



11 из 125