Saga zamknęła oczy, by nie widzieć ich przerażonych, ogłupiałych spojrzeń. Po czym odwróciła się i wyszła. Tego dnia jej miłość, której tak znowu wiele w sobie nie miała, umarła nieodwołalnie. Ból był dojmujący.

Próbowała uniknąć jakichś burzliwych porachunków, to nie było w jej stylu. Pojechała do matki i kredowobiała wyjaśniła, że jest zaziębiona i bardzo źle się czuje, więc zostanie tylko przez jedną noc.

Następnego dnia wróciła do „domu”. Lennart miał czas przemyśleć sprawę, kobiety, rzecz oczywista, nie było, on zaś uznał za najstosowniejsze zachowywać się wobec żony agresywnie. Myślał widocznie, że atak jest najlepszą formą obrony, zaczął więc oskarżać Sagę, obciążać ją winą za wszystko. Cóż on ma z tego małżeństwa? pytał dramatycznie. Przyszło mu żyć z bryłą lodu. Jemu, człowiekowi tak uczuciowemu!

Z tej jego uczuciowości Saga nie poznała zbyt wiele. Ich życie intymne było zawsze bardzo poprawne, nic szczególnie podniecającego nigdy się nie działo. Pochyliła głowę i odparła, że wie, iż nie została obdarzona wielkim temperamentem, ale zawsze starała się to zrekompensować pogodą i życzliwością oraz troską o to, by miał wszystko, czego potrzebuje.

– I ty myślisz, że to wystarczy? – syknął z wrogością. – Oczywiście, jesteś miła! Ale gdybym tylko tego potrzebował, to wystarczyłoby zatrudnić odpowiednią gospodynię!

Był oczywiście niesprawiedliwy. Jakaż gospodyni byłaby taka reprezentacyjna? Kto by pełnił honory domu podczas licznych obiadów, które wydawał dla swoich przełożonych i innych wysoko postawionych osób?

Saga także miała dość czasu na myślenie, spędziła bezsenną noc.

– Czego się spodziewasz, Lennarcie? Jak zamierzasz rozwiązać tę sprawę? Bo przecież kontynuować tego nie można.



14 из 194