
To była cała wiedza Sagi.
Teraz musiała tam jechać. Koniecznie, bo tamci jej potrzebowali. Nie wiedziała tylko dlaczego.
Szczerze mówiąc, nie miała nic przeciwko temu, by porzucić tak nieznośnie teraz pusty dom. Zastanawiała się dzień czy dwa, w końcu postanowiła dom sprzedać.
Sprawa nie należała do skomplikowanych, wszystko poszło gładko. Cały inwentarz przeprowadziła do Christera. Mogą z tym zrobić co zechcą, oświadczyła. Mogą sobie zabrać, co im potrzebne, przechować dla niej albo sprzedać. Krewni rozumieli konieczność jej wyjazdu, wszyscy przecież od dawna wiedzieli, że Saga należy do wybranych. Christer był oczywiście bardzo ciekawy, jakie zadanie ją czeka, i prosił, by koniecznie przysyłała im pisemne raporty. Trochę się jednak także niepokoił, bo Saga zachowywała się tak, jakby nie zamierzała do Szwecji wracać.
O, miała zapewne swoje plany. I nic dziwnego, że chciała się oderwać od zmartwień, jakie tu niedawno przeżyła.
W końcu Saga poszła do Varnberg, by pożegnać się z obiema hrabinami Oxenstierna, starszą i młodszą, zwłaszcza że w czasie rozwodu obie panie opowiedziały się po jej stronie.
– Naprawdę zamierzasz nas opuścić? – pytały zmartwione. – Zostałaby przerwana taka dawna tradycja. Ale chyba wrócisz do domu?
Patrzyły ze smutkiem na tę wyprostowaną młodą kobietę o zielonych chłodnych oczach. Miała jakąś trudną do opisania kruchą urodę, jakby pochodzącą z obcego świata, nierzeczywistą. Wydawała się bardzo odległa, tak by to można określić. Taka pełna rezerwy, powściągliwa, jakby otoczenie wcale jej nie obchodziło. Chociaż podobna i do pogodnej Anny Marii, i do skupionego, poważnego Kola, nie miała w sobie nic z ich bezpośredniości i ciepła. Saga była osobą jedyną w swoim rodzaju, a one prawie jej nie znały.
