Ogień trzaskał wesoło, w pokoju było miło, ciepło i przytulnie, jak w całym domu Kola i Anny Marii Simonów, którzy mieszkali niedaleko Varnberg w Upplandii. W tę popołudniową godzinę Anna Maria w dogasającym świetle dnia cerowała skarpetki. Jej córka Saga siedziała przy niej i jak zwykle czytała. Kola nie było, wyjechał załatwić jakieś sprawy dla młodego Axela Oxenstierny, właściciela Varnberg, który najczęściej przebywał w Sztokholmie, gdzie piastował godność ochmistrza następcy tronu. Znaczna część prac w posiadłości Varnberg spadała w związku z tym na Kola Simona. Zresztą teraz coraz mniej, bo Kol nie był już taki młody, wciąż jednak lubił być użyteczny. Axel Oxenstierna rozumiał to bardzo dobrze.

Saga w pełni zasługiwała na swoje imię. Szwedzkie słowo „saga” znaczy bowiem tyle co baśń.

Jako dziecko wyglądała jak mała księżniczka z bajki. Kruczoczarne włosy układały się jej w piękne loki; karnację odziedziczyła po swoim walońskim ojcu, Kolu. Tylko oczy miała inne. Oczy Kola były takie brązowe, że sprawiały wrażenie czarnych, Saga natomiast oczy miała jasnozielone. Nie kocio żółte, jak u obciążonych dziedzictwem Ludzi Lodu, ponieważ Saga należała do wybranych, nie do przeklętych. Wszyscy wiedzieli o tym od jej urodzenia, choć nikt nie umiał powiedzieć, po czym to się mianowicie poznaje, że ktoś został wybrany. Może otacza ich jakaś specjalna aura, którą ludzie wyczuwają, choć jej nie widzą?

Oczywiście ta sytuacja bardzo martwiła Simona i Annę Marię. Wybrani mieli zawsze jakieś konkretne powołanie, musieli wypełnić określone zadanie, gdy ich czas nadejdzie. Przynosili też ze sobą na świat specjalne, potrzebne do spełnienia tego, co zostało im przeznaczone, zdolności. Zazwyczaj było to zadanie bardzo trudne, które mogło kosztować ich wiele, niekiedy nawet życie. Dlatego Kol i Anna Maria żyli w niepokoju.

Saga osobiście nie żywiła takich obaw. Dziewczynka przyjmowała życie z ogromną godnością i powagą, która jej rodziców napełniała dumą, ale też czasami przerażała. Była dzieckiem niezwykle żądnym wiedzy, nieustannie zadawała to samo pytanie: „dlaczego?”, co rodziców doprowadzało niekiedy do rozpaczy, ale odpowiadali najlepiej jak umieli. Na szczęście Anna Maria była osobą bardzo oczytaną, w młodości pracowała przecież jako nauczycielka, a i później nie zarzuciła studiów i lektury dla własnej przyjemności.



3 из 194