
Saga była też dzieckiem w widoczny sposób wolnym od lęku. Po prostu nie wiedziała, co to strach, i dlatego trzeba jej było bardzo pilnować, bo wciąż popadała w sytuacje niebezpieczne nawet dla życia. Poza tym była nieskończenie dobra, wciąż zaniepokojona, czy kogoś nie uraziła, wciąż zatroskana tym, by wszystkim ludziom i zwierzętom wiodło się jak najlepiej. Ale najważniejszej cechy, mianowicie tej dominującej w jej charakterze osobistej godności, poczucia własnej wartości, wielu ludzi nie dostrzegało. Sprawiała wrażenie istoty spokojnej, lecz chłodnej, do czego przyczyniały się zwłaszcza jej zielone, zimne oczy. Obcy uważali ją często za małą hrabiankę, która z rezerwą odnosi się do innych ludzi, wyniosłą i sztywną. Ale to nie była prawda. Saga miała na przykład bardzo subtelne poczucie humoru, które dawało o sobie znać w jej spojrzeniu, choć rzadko wywoływało uśmiech na wargi. Uśmiechała się tylko czasami, a i to jedynie kącikami ust. Natomiast jej szybkie, błyskotliwe repliki świadczyły i o poczuciu humoru, i o bystrej inteligencji.
Czarować natomiast nie umiała wcale.
Jako dziecko była niczym księżniczka z bajki, to prawda. Jako kilkunastoletnia panienka była już pięknością przede wszystkim dzięki ciemnej karnacji.
Teraz Saga miała już szesnaście lat. Wciąż jeszcze nie przestała pytać „dlaczego”. Wciąż jej ciekawość była nienasycona.
Podniosła oczy znad książki i zmarszczyła swoje przypominające skrzydła brwi.
– Mamo, kim jest Lucyfer?
Anna Maria zakończyła cerowanie, starannie zwinęła skarpetkę i odłożyła do koszyczka. Jej ciemne włosy były już teraz mocno przyprószone srebrem, bo urodziła córkę późno, teraz była kobietą pięćdziesięciopięcioletnią.
