
– Charles! – wykrzyknęła ucieszona i zarumieniona z radości rzuciła się w jego wyciągnięte na powitanie ramiona. Jej włosy miały ten sam odcień co włosy Charlesa, ale błękit oczu był głębszy. Promieniała szczęściem, gdy przy akompaniamencie chichotów Alexis i Fannie Charles unosił ją w ramionach.
– Hej, panienki, a cóż was tak śmieszy? – Bardzo lubił bawić się z młodszymi siostrami Edwiny, a Teddy'ego uważał za najsłodsze dziecko na świecie. Zaprzyjaźnił się z Filipem i polubił nawet rozbrykanego George'a. Winfieldów uważał za wspaniałą rodzinę, siebie zaś za szczęśliwca, że spotkał i pokochał Edwinę. – Widziałyście już pieski? – zapytał dziewczynki ponad ramieniem ich siostry. Fannie pokręciła przecząco głową, a Alexis spochmurniała. – Pójdziemy je odwiedzić po południu, jak się wyśpicie.
– Gdzie one są? – spytała zaniepokojona Alexis, myśląc o psach z obawą.
– Na dole, zamknięte w klatkach. Nie uwolnią się z nich -uspokoiła ją Edwina. Alexis nie wyszłaby z kabiny przez cały rejs, gdyby wiedziała, że może spotkać błąkającego się po korytarzach psa.
Edwina zostawiła dzieci pod opieką Oony, po czym udała się z Charlesem do jego kabiny. Bertram zarezerwował mu piękny pokój. Z dala od ciekawskich spojrzeń dzieci narzeczony przytulił ją mocno i delikatnie pocałował w usta. Edwina wstrzymała oddech, zapominając o całym świecie w silnych ramionach przyszłego męża. Nie raz w podobnych chwilach zastanawiała się, czy potrafią poczekać na siebie aż do sierpnia. Oboje wiedzieli jednak, że za nic w świecie nie zawiedliby zaufania okazywanego im przez rodziców Edwiny, choć z pewnością trudno im będzie wytrwać aż do dnia, w którym połączą ich więzy małżeńskie.
– Czy zechciałaby pani pójść ze mną na spacer, panno Winfield? – z uśmiechem zapytał Charles narzeczoną.
– Z największą przyjemnością, panie Fitzgerald – odparła.
