
Kate polubiła także Strausów. Nigdy wcześniej nie widziała dwojga ludzi równie zgodnych i wciąż okazujących sobie tak wiele miłości pomimo tylu przeżytych wspólnie lat. W rozmowie z panią Straus Kate odkryła, że dama ta posiada rzadko spotykane poczucie humoru.
Pierwszą klasą podróżowało w sumie trzystu dwudziestu pięciu pasażerów, w tym sporo ciekawych i sławnych osobistości. Kate ucieszyła się z poznania Helen Churchill Candee, autorki kilku powieści i osoby o szerokich horyzontach, stale pochłoniętej wieloma sprawami. Sporo owych "spraw" odwzajemniało zainteresowanie pisarki – Kate wielokrotnie spotykała piękną panią Candee w otoczeniu co najmniej pół tuzina mężczyzn, i to najatrakcyjniejszych. Do grona tego, choć był równie przystojny, nie zaliczał się oczywiście Bertram Winfield.
– Spójrz, jak by mogło wyglądać twoje życie, gdybyś nie wyszła za mnie – drażnił się z żoną, gdy mijali leżak Helen Candee otoczony wianuszkiem adoratorów, którzy z zapartym tchem czekali na każde słowo spływające z jej warg. Odeszli już dość daleko, a uszu Kate wciąż dolatywał egzaltowany śmiech pisarki. Słowa męża bardzo ją rozbawiły. Kate Winfield nie przyszłoby nawet do głowy, że mogłaby wieść życie takie jak Helen Candee. Przecież ona poza dziećmi i mężem świata nie widziała!
– Obawiam się, kochanie, że marna byłaby ze mnie "femme fatale".
– A to czemu? – wydawał się dotknięty, jak gdyby skrytykowała jego wybór. – Jesteś niespotykanie piękną kobietą.
– Oj, ty głuptasku! – pocałowała go w policzek i potrząsnęła głową, przybierając dziewczęcy wyraz twarzy. – Myślę, że przyszłam na świat, żeby biegać z chusteczką i wycierać domownikom nosy. Chyba zostałam stworzona do roli matki.
– Cóż za niepowetowana strata… Mogłabyś mieć pół Europy u swych stóp, tak jak niezrównana pani Candee – przekomarzał się z nią Bert, w pełni odwzajemniający uczucia żony.
