– Ja wolę mieć tylko ciebie u stóp, Bertramie Winfield. Cóż bym poczęła z tłumem nadskakujących mi mężczyzn?

– Zdaje się, że powinienem być wdzięczny losowi – zauważył z uśmiechem Bert. Pomyślał o latach, które spędzili razem, wspólnie dzieląc zarówno radosne chwile, jak i troski. Los pozwolił im być nie tylko kochankami, ale i przyjaciółmi.

– Mam nadzieję, że Edwina i Charles będą równie szczęśliwi jak my – powiedziała cicho Kate, wyrażając na głos nurtujące ją myśli.

– Ja też mam taką nadzieję. – Pomimo przejmującego chłodu, który panował tego popołudnia, Bert zatrzymał się i tuląc żonę czule ją pocałował. – Chcę, żebyś wiedziała, jak bardzo cię kocham – szepnął jej do ucha.

Kate popatrzyła na męża z uwagą. Wydawał jej się poważniejszy niż zazwyczaj i bardzo napięty. Delikatnie pogłaskała go po policzku.

– Dobrze się czujesz? – zapytała.

– Nie najgorzej – odrzekł – ale uświadomiłem sobie, że czasem nie zaszkodzi wypowiedzieć na głos to, co się myśli.

Spacerowali po pokładzie trzymając się za ręce. Było niedzielne popołudnie. Rankiem wysłuchali mowy kapitana Smitha i zmówili modlitwę "za tych co na morzu". Dzień był bezwietrzny, ale robiło się coraz chłodniej, toteż prawie wszyscy pasażerowie schronili się pod dachem. W pobliżu sali gimnastycznej Winfieldowie znów ujrzeli panią Candee, tym razem w towarzystwie młodego Hugha Woolnera. Minąwszy ich, postanowili wejść do salonu na herbatę, bo na zewnątrz bardzo się już ochłodziło. Zauważyli tam Johna Jacobsa Astora pijącego herbatę w towarzystwie swej młodej żony Madeleine, a po chwili w głębi sali zobaczyli George'a i Alexis siedzących przy stoliku z dwiema starszymi paniami.

– Popatrz no na niego! – skrzywił się Bert. – Bóg jeden wie, co wyrośnie z tego chłopca. Czasami skóra mi cierpnie na samą myśl o tym.



29 из 321