– Ach, tak… – mruknęła Kate, rozglądając się po kabinie. Jej wzrok padł na nogi Edwiny w srebrnych pantofelkach na cienkich obcasach. W takim obuwiu stopy przemarzłyby jej na pokładzie w pięć minut. – Edwino, zmień buty – poleciła. – Oono, włóż płaszcz i natychmiast zapnij kamizelki ratunkowe Teddy'emu i Fannie.

W energicznych działaniach pomagał jej Charles, Bertram tymczasem poszedł naciągnąć spodnie na piżamę i zmienić kapcie na skarpetki i buty. Włożył także sweter, którego dotąd nie nosił, na to płaszcz i pas ratunkowy, zabrał też dla Kate ciepły wełniany kostium. Gdy wracał do dzieci, zauważył, że przechył statku się zwiększa, i po raz pierwszy, odkąd się obudził, poczuł strach.

– Pośpieszcie się – powiedział starając się, by jego głos brzmiał naturalnie.

Filip i George byli już gotowi. Edwina miała na sobie botki i płaszcz narzucony na wieczorową suknię z niebieskiej satyny. Charles pomagał jej ubierać Fannie, Teddy'ego i Alexis. Kate wciągnęła na szlafrok gruby kostium podróżny, który przyniósł jej Bert, włożyła spacerowe buty, na ramiona zarzuciła futro.

– Musisz się ubrać – syknęła Edwina do Oony. Nie chciała straszyć dzieci więcej niż potrzeba, pragnęła jednak uświadomić dziewczynie powagę sytuacji.

– Och, a co z Alice?… Muszę po nie iść! – Oona, bliska łez, załamywała ręce w rozpaczy i bezradnie kręciła się w koło.

– Nie ma mowy. Wkładasz ubranie i idziesz z nami! – ostro powiedziała Kate. Nie wypuszczała z dłoni rączki Alexis, która choć przerażona, stała spokojnie wiedząc, że wszystko będzie dobrze, skoro są z nią rodzice. Wszyscy zdążyli się już ubrać oprócz Oony sparaliżowanej strachem.

– Ale przecież ja nie umiem pływać!… Nie umiem pływać!… – wołała histerycznie Irlandka.

– Nie bądź głupia. – Kate chwyciła ją za ramię i gestem poleciła Edwinie, by wyprowadziła rodzeństwo na pokład. – Nie będziesz musiała pływać, Oono. Wystarczy, że pójdziesz z nami. Ale najpierw musisz się ubrać.



38 из 321