
– Świetnie. Ale skoro tak, to dlaczego siedzisz z nosem na kwintę?
Parsknął śmiechem.
– Na pewno masz ochotę tego słuchać? Wzruszyła ramionami.
– Właśnie skończyłam próbę. Do wieczora jestem wolna.
Nie wiedział, dlaczego ta wiadomość go ucieszyła.
– W porządku, sama chciałaś… Zapewne obiło ci się o uszy, że. się rozwodzę?
– Owszem. Cały Nowy Orlean o tym trąbi.
– Niestety. – Po chwili kontynuował cicho: – W umowie przedmałżeńskiej zobowiązałem się, że w razie rozwodu Frannie otrzyma mój udział w rodzinnym biznesie. Jednakże opłaty za import kawy wzrosły i Frannie czuje się poszkodowana. 'Uważa, że dostałaby za mało pieniędzy. Twierdzi, że sabotuję własną firmę, żeby pozbawić ją należnej jej fortuny.
– To bez sensu. – Holly zmarszczyła z namysłem czoło. – Sabotując firmę, działałbyś na niekorzyść wszystkich udziałowców.
Uniósł butelkę w takim geście, jakby miał zamiar wypić zdrowie Holly.
– No widzisz, ty to rozumiesz, a Frannie nie. W każdym razie firmę nękają kłopoty. Zamówiony towar dociera z opóźnieniem, a czasem ginie po drodze. Nie dałbym głowy, czy za tym wszystkim nie stoi moja małżonka, która w ten sposób chce się na mnie zemścić.
– Na złość babci odmrożę sobie uszy? – Nie spuszczając oczu z Parkera, Holly ponownie zamieszała herbatę.
– Niezbyt to mądre… Co zamierzasz zrobić?
– Nie wiem – przyznał. – Mieliśmy wielkie plany. Chcieliśmy razem z rodziną Marchandów wprowadzić Kawy Jamesów do stałej sprzedaży w restauracji i barze hotelowym, ale teraz, kiedy szef kuchni jest wściekły… Czeka mnie nie lada zadanie, żeby sprawę sfinalizować. – Wypuścił z płuc powietrze, po czym wziął głęboki oddech. – Skoro są tak poważne kłopoty z dostawami, może byłoby lepiej, gdybym się w ogóle ze wszystkiego wycofał. Wtedy Frannie nie miałaby powodu działać na szkodę firmy.
