– No cóż… – Podnosząc szklankę z herbatą, Holly odsunęła krzesło od stołli. – Miło mi się z tobą gawędziło.

– Mnie z tobą również.

– Pewnie się jeszcze kiedyś spotkamy…?

Nie chciała się rozstawać. Stała przy stoliku, spoglądając na Parkera i marząc o tym, aby poprosił ją, żeby usiadła jeszcze na kilka minut.

– Pewnie tak – rzekł, również wstając.

Był sporo od niej wyższy, ale nic dziwnego, skoro miała zaledwie metr sześćdziesiąt wzrostu. Rozpięta pod szyją niebieska koszula odsłaniała kawałek opalonego torsu. Nagle Holly zapragnęła ujrzeć cały tors. Oj, niedobrze, pomyślała; lepiej trzymaj się od niego z daleka.

Kiedy uścisnął jej wyciągniętą na pożegnanie dłoń, poczuła, jak od czubków palców aż po koniec ramienia przebiega ją prąd. Po chwili całym jej ciałem wstrząsnął dreszcz. Przez moment nie mogła złapać tchu. Wyszarpnąwszy rękę, obdzieliła Parkera promiennym uśmiechem. Miała nadzieję, że nie zauważył, co się z nią dzieje.

– Pora na mnie.

Odwróciła się, by odejść.

Póki jeszcze może.


Parker szedł ulicą Royal, usiłując odgadnąć, co takiego przydarzyło mu się w barze. Od lat nie mówił tyle, co w obecności Holly Carlyle. Przeczesując ręką włosy, pokręcił w zadumie głową. Niesamowite, pomyślał. Obca kobieta, która zafascynowała go swoim śpiewem, wiedziała więcej o jego małżeństwie niż ojciec czy matka. Należał do ludzi skrytych, którzy nie zwierzają się nawet najbliższym, a dziś stało się coś dziwnego…

Czy to była kwestia śpiewu Holly? Jej łagodnego spojrzenia? Przyjaznego uśmiechu?

– Diabli wiedzą – mruknął pod nosem, obchodząc grupkę tUrystów podziwiających tyły katedry świętego Ludwika.

Skręcił w prawo w Sto Ann, odqalając się od rzeki i placu Jacksona. Ponieważ nie spieszył się z powrotem do pracy, postanowił zajrzeć do swojego nowego klubu, w którym ekipa budowlana wykonywała ostatnie prace remontowe.

Przechodząc na drugą stronę ulicy, znów zaczął rozmyślać o Holly. Nie zwracał uwagi na trąbiące samochody ani gniewne okrzyki kierowców. Lawirując między snującymi się po Bourbon Street turystami, wędrował przed siebie.



13 из 141