– Wiem, Tommy mi mówił.

Z neutralnego tonu Shany Holly nie była w stanie nic wywnioskować.

– Tak?

Shana skinęła głową.

– Powiedział, że sprawialiście wrażenie bardzo zaaferowanych.

– Hm. – Holly przełknęła ślinę. Dziwne, ale czuła się jak nastolatka, którą po powrocie z randki przepytuje matka. Chociaż może nie było to takie dziwne. Właściwie od lat Shana zastępowała jej matkę, której tak naprawdę nigdy nie miała. – No cóż…

– Zdradzę ci, że nie był z tego faktu zadowolony.

Holly parsknęła śmiechem.

– Przecież sam mi kazał podej ść do stolika, przy którym Parker siedział, i się przywitać.

– Wiem. Ale zmienił zdanie, kiedy zorientował się, kim jest ów tajemniczy mężczyzna.

– Aha, czyli chciał, żebym się przywitała, ale nie chciał, żebym spędziła miły kwadrans na rozmowie.

– T o facet, skarbie, a faceci rzadko grzeszą rozsądkiem.

– Nic mi nie zrobił. Tommy naprawdę nie musi się niczego obawiać.

Swoją drogą, co Tommy'emu przeszkadzało, że usiadła na moment przy stoliku Parkera? Że chwilę rozmawiali? Skoro tak bardzo się o nią lękał, dlaczego nie interweniował?

– W porządku.

– Słowo honoru. Zamieniliśmy parę słów. To wszystko.

– Jesteś pewna?

Przekrzywiwszy na bok głowę, Holly przyjrzała się starsz;ej kobiecie.

– Czy to nie ty mi ciągle powtarzasz, że powinnam częściej wychodzić z domu, spotykać się z ludźmi, umawiać na randki…

– Zgadza się, ale Parker James to nie twoja liga, skarbie. Nie powinnaś się z nim zadawać.

– Zadawać? Ależ ja się. z nikim nie "zadaję"·

– Tommy twierdzi co innego.

Wygląda na to, że Tommy wszystko wie najlepiej. Holly westchnęła z rezygnacją.

– Wiesz – ciągnęła po chwili – Parker jest znacznie przystojniejszy w rzeczywistości niż na zdjęciach w prasie.

– Tak? – Shana odkręciła kran i napuściła do zlewu ciepłej wody.



19 из 141