
– Sprawia j ednak wrażenie bardzo… samotnego.
– Co ty powiesz?
Ściągnąwszy brwi, Holly wzięła w palce kolejny strąk i wsypała groszek do stojącej obok małej niebieskiej miski.
– Mówi, że jego żona próbuje zniszczyć należącą do rodziny firmę.
– Naprawdę? – Shana wlała do wody kilka kropli płynu do naczyń.
– Podoba mu się, jak śpiewam – mówiła dalej Holly.
Starsza kobieta wybuchnęła wesołym śmiechem.
– Nic dziwnego. Śpiewasz cudownie.
– E tam. Jesteś stronnicza, bo mnie kochasz.
– Owszem, kocham. – Shana obróciła się tyłem do zlewu i skrzyżowała ręce na piersi. – Widzę, że facet zawrócił ci w głowie.
– Bez przesady – żachnęła się Holly, choć od ich rozstania bez przerwy o nim myślała. -: Poza wszystkim innym dopiero go poznałam…
– Czasem wystarczy chwila – zauważyła Shana. – Ja spojrzałam na Tommy'ego i z miejsca zrozumiałam, że chcę być z nim do końca życia. – Ja niczego takiego nie doświadczyłam oznajmiła stanowczo Holly.
Parker miałby zawrócić jej w głowie? Zauroczyć ją swym wdziękiem? Nie, to śmieszne. Po prostu czuła się tak, jakby przeglądając kolorowe pismo, trafiła na zdjęcie przystojnego gwiazdora i przez moment próbowała sobie wyobrazić u jego boku siebie.
Parker James jest dla niej równie nieosiągalny jak aktorzy, o których rozpisują się gazety. Jego rodzina należy do elity Nowego Orleanu. A ona, Holly Carlyle, jest tu nikim.
Nawet nie zna swoich rodziców. Miała zaledwie dwa lata, kiedy zajęli się nią ludzie z opieki społecznej. Później, jako młoda kobieta, usiłowała dowiedzieć się czegoś o swojej matce i ojcu; bez powodzenia. Jedyne informacje, jakie uzyskała, sprowadzały się do tego; że ktoś porzucił ją na schodach przed komendą policji.
Przez kolejnych czternaście lat przenoszono ją z jednego sierocińca do drugiego. Kiedy miała sześć lat, przez niemal cały rok mieszkała w rodzinie zastępczej. Po raz pierwszy w życiu poznała uczucie przynależności. Ale potem ci mili państwo, którzy wzięli ją pod swoje skrzydła, oraz ich prawdziwe dzieci przenieśli się na Florydę, a ona znów została sama. Porzucona.
