
Holly zerknęła na Justine. Na widok jadu w oczach przyjaciółki panny młodej zadrżała.
– Rozumiem - oznajmiła szeptem.
Złościło ją, że ulega szantażowi, ale nie miała wyjścia. Poza tym wiedziała, ze jeśli chce zrealizować swoje marzenia, musi zaakceptować narzucone jej warunki.
– Niepotrzebnie mi grozisz - dodała, unosząc dumnie głowę. - To naprawdę nie moja sprawa, co robisz i z kim.
Przez chwilę Frannie przyglądała się jej w milczeniu, po czym skinęła głową.
– No właśnie. Radzę ci o tym pamiętać.
Ciekawa była, czy Parker James kiedykolwiek odkrył tajemnicę swojej żony. Może tak, skoro od pewnego czasu prasa rozpisywała się o jego rozwodzie.
– Dzień dobry – powiedziała, uśmiechając się przyjaźnie do siedzącego przy stoliku mężczyzny. – Ma pan ochotę na towarzystwo?
Prawdę rzekłszy, Parker wstąpił do niemal całkiem pustego lokalu, by przez chw!lę pobyć w samotności. Od samego rana wszystko szło nie po jego myśli. Chciał się odizolować, do nikogo nie odzywać. Zamówiwszy piwo, usiadł przy stoliku i zacżął słuchać kojącego śpiewu rudowłosej kobiety. Jej melodyjny głos przeniósł go w inny świat. Po raz pierwszy od dawna Parker przestał myśleć o swoich problemach i zabagnionym życiu.
Teraz właścicielka głosu stała na wprost niego, a on nie potrafił się zdobyć na to, by powiedzieć jej, że pragnie pobyć sam. Odchyliwszy się na krześle, skrzyżował ręce na piersi i wolno zmierzył ją wzrokiem. Kobieta, która oczarowała go swym śpiewem, miała cudownie zaokrąglone kształty oraz przepiękne szare oczy. Ciekaw był, jak wyglądają w blasku świecy. Kilka złocistych piegów znaczyło jej mleczną cerę, a kiedy się uśmiechnęła, w prawym policzku pojawił się uroczy dołeczek.
– Podoba mi się pani głos.
– Cieszę się. – Wysunęła krzesło i usiadła. Po chwili barman postawił przed nią wysoką szklankę z mrożoną herbatą. – Dzięki, Leo. – Uśmiech, jaki mu posłała, rozproszył mrok.
