– Smacznego, złotko. – Leo zerknął na Parkera. – Będę przy barze, gdybyś czegoś potrzebowała.

Odszedł.

– Pani rycerz w srebrnej zbroi? – Parker uniósł pytająco brwi.

Holly upiła łyk herbaty.

– Leo to człowiek o złotym sercu. Pilnuje, żeby nikt mi nie wyrządził krzywdy.

– Sympatycżne zadanie.

– To komplement? Miło mi, dziękuję·

Podły humor, jaki towarzyszył mu od rana, nagle zniknął. Nic dziwnego; trudno się wściekać, kiedy patrzy się na tak uroczą istotę.

– Pewnie ciągle je pani słyszy?

– Komplementy? Owszem, dość często – przyznała. – Ale po raz pierwszy z ust Parkera Jamesa.

Uśmiech na jego twarzy zgasł.

– Wie pani, kim jestem?

Oczywiście, że wiedziała. Przez moment Parker łudził się, że trafił na osobę, która nie ogląda telewizji, nie czyta gazet i nie znajego twarzy. Ale to było marzenie ściętej głowy. Odkąd kilka miesięcy temu wniósł pozew rozwodowy, w miejscowej prasie codziennie ukazywały się wiadomości, plotki i kłamstwa na jego temat.

Roześmiawszy się wesoło, Holly zamieszała herbatę przezroczystą słomką.


– Niech pan nie żartuje. Każdy w Nowym Orleanie zna pana twarz. Wyskakuje pan z niemal każdej gazety.

– Zwłaszcza w ostatnim czasie – mruknął smętnie.


– Ale nie tylko z gazet pana znam – dodała z błyskiem w oku. – Już się kiedyś spotkaliśmy. A konkretnie, dziesięć lat temu.


Zmarszczył czoło, jakby usiłował cofnąć się pamięcią w czasie. Po chwili sobie przypomniał. Patrząc na promienny uśmiech Holly, zdziwił się, jak mógł ją zapomnieć. Tym bardziej że dziesięć lat temu również wywarła na nim ogromne wrażenie. No cóż, wchodząc dziś do bani, nie zauważył jej nazwiska na tablicy przy drzwiach, a od ich ostatniego spotkania Holly trochę się zmieniła.



7 из 141