– Karol… Roberto… Anna… znów Karol… Ola… Olso… Ooooo… Watson… Sherlock Holmes i doktor Watson… Waterloo…

– To co to jest? – zainteresował się chciwie portier.

– Nazwa miasta – wyjaśnił inspektor, gwałtownie usiłujący odzyskać równowagę. – Pierwsze litery. K R A K O O O W…

Spojrzał na recepcjonistkę i nic nie musiał mówić, bo od razu rzuciła się do komputera i weszła na Internet.

– A gdzie S i H? – oburzył się student.

– Nie. Ona miała na myśli W. Doktór Watson. Sherlocka Holmesa dołożyła, żebym zrozumiał. Zrozumiałem.

– To nie jest tak dużo O, tylko jedno – powiedziała recepcjonistka. – Kraków. Czegoś z tyloma O nie ma wcale. Krakow, miasto w Polsce.

Inspektor kiwnął głową, bo tyle już sam odgadł. Znów pochylił się nad kartką.

– Zaraz, mamy więcej.

Dalszy ciąg tekstu przypominał książkę telefoniczną albo wykaz imienin. Stephen, Ewa, Waterloo, widocznie nazwa pola bitwy wydawała się osobie najbezpieczniejsza, znów Ewa, Richard, Yard, Scotland Yard, Niven, David Niven, Nancy, Anna, 3, appartament 34. Wyszło im z tego dziwne słowo SEWERYSYNDNNA. Po konsultacji z Internetem wyrzucili litery niepotrzebnie powtarzane i pozostało SEWERYNA. Owszem, taka ulica w owym Krakowie istniała.

Pot z czoła otarli już wszyscy. Inspektor uświadomił sobie nagle, że całą policyjną robotę, nie wiadomo dlaczego, odwala w hotelu. A, bo chce się najpierw upewnić, czy interwencja policji jest w ogóle potrzebna. Telefon na tego Seweryna w Krakowie…

– Liczyć ona umiała – wyrwało mu się. – Liczby mówiła normalnie, po angielsku.

– Trzeba zadzwonić – podsunął roziskrzony recepcjonista-student.

Inspektor spojrzał na niego, machnął ręką na procedury i uczynił znaczący gest ku recepcjonistce. Wpatrzona w internetowe informacje, wypukała numer i oddała mu słuchawkę.

Ktoś się odezwał z tamtej strony. Kobieta.

– Do you speak English? – spytał inspektor beznadziejnie.



12 из 217