
– To może jutro, co? Bo dzisiaj trochę późno…
– Może być jutro – zezwoliłam łaskawie i odczepiłam się od niej
* * *
Inspektor Jue Rijkeveegeen zaczął mieć wątpliwości.
Jak każdy normalny człowiek, lubił odnosić w pracy sukcesy. Tymczasem trup, odkryty w samochodzie na hotelowym parkingu, nie prezentował się różowo. Znalezione przy zwłokach dokumenty, karta rejestracyjna, korespondencja bankowa w kopercie z adresem i wizytówki służbowe jakiegoś salonu mody Ewy Thompkins wyraźnie wskazywały, iż nieboszczka spoczywa w bagażniku własnego pojazdu, ale pewne też było, że nie weszła tam dobrowolnie. Zamordowana została prymitywnie i brutalnie, metodą walenia w głowę twardym przedmiotem, który definitywnie zniweczył jej twarz i wykluczył samobójstwo. Sekcja ustaliła chwilę jej śmierci z dokładnością do kilku godzin, przy czym niezbicie stwierdzono przemieszczenie jednorazowe. Innymi słowy ktoś ją kropnął i natychmiast wepchnął do bagażnika, gdzie sobie spokojnie zesztywniała.
No i właśnie, sekcja…! Sekcja spędziła sen z oczu inspektora Jue’go.
Miał już za sobą przesłuchanie personelu i niektórych gości hotelowych, rozmowy telefoniczne z ewentualnymi świadkami, z czego jedną okropną, a pozostałe całkiem przyjemne w formie, acz uciążliwe w treści, badania daktyloskopijne samochodu, także badanie mikrośladów, kiedy patolog wystąpił z wysoce denerwującymi rewelacjami.
Otóż oznajmił, że nie zgadza mu się wiek ofiary. Wedle dokumentów powinna mieć lat trzydzieści siedem. To, co stwierdza naocznie, naukowo i niezbicie, dokłada jej dobrą dychę z hakiem, musiała mieć blisko pięćdziesiąt wiosen, a że powyżej czterdziestu pięciu, to gwarantowane. I za sobą jedną operacyjkę plastyczną, niewielką, zwykłe, lekkie odmłodzenie. Dobrze utrzymana, ale wiek sam wyłazi, skóra, paznokcie, rozmaite narządy wewnętrzne…
Inspektora Rijkeveegeena zdecydowanie to zaniepokoiło.
