Nie było ich wielu, bo wzmagający się wówczas deszcz zniechęcał do ruchliwości. Poza gośćmi, zapamiętanymi przez portiera, i trzema babami, obdarzonymi współczuciem recepcjonistki, w grę wchodziło jedenaście osób, z czego sześcioro wówczas świeżo przyjechało, dwoje odjeżdżało, a troje wyszło i wróciło. Z tego całego towarzystwa dostępnych pozostało cztery sztuki, reszta zdążyła się oddalić.

Na bazie stosownych zapisków personel zdołał przypomnieć sobie, że ostatnim gościem owego wieczoru był Francuz, przybyły około jedenastej. Miał rezerwację, z drogi dzwonił, że przyjedzie bardzo późno, bo stoi w korku przy kraksie, ale przyjedzie na pewno. No i przyjechał. Gdzie zaparkował, nie wiadomo, nikt nie zwrócił uwagi, on zaś następny dzień spędził bardzo ruchliwie, odjeżdżał i wracał, i mógł parkować w rozmaitych miejscach, ale może coś zauważył?

Przedostatnia była Polka, która przyjechała tuż przed ósmą i odjechała nazajutrz rano. Zaparkowała na samym skraju drugiego rzędu, przy odjeździe portier pomógł jej wepchnąć walizkę z tyłu, pomiędzy fotele, bo do bagażnika nie chciała. Samochód z trupem stał obok. Pytanie, czy stał, kiedy przyjechała wieczorem?

Przed nią, godzinę wcześniej, przyjechał Portugalczyk, wciąż jeszcze mieszkający w hotelu, chwilowo tylko nieobecny, ale dość łatwy do złapania, bo wszystkie wieczory spędza w hotelowym barze. Jeszcze wcześniej wróciło tych troje, którzy wyszli z zamiarem popływania łodzią po kanale, ich powrót dał się zauważyć, bo bardzo zmokli i głośno sobie z tego żartowali, tubylcy, Holendrzy, rozmowa z nimi nie przedstawia żadnych trudności. Też ciągle są i właśnie siedzą w restauracji.

Inspektor Jue natychmiast skorzystał z okazji.

Dwóch facetów i dziewczyna, jeden z nich okazał się jej bratem, a drugi narzeczonym. Oczywiście, doskonale pamiętali ten dzień, zlekceważyli pogodę, odpłynęli swoją żaglóweczką trochę za daleko i w deszczu musieli wracać, a potem jeszcze lecieć do samochodu, który zostawili też w dużej odległości. Śmieli się, że równie dobrze mogli popłynąć wpław, zmokli do suchej nitki. Co widzieli na parkingu…? Nic, nie rozglądali się, lało porządnie…



21 из 217