Z rachunków komputerowych, na których ustrojstwo drukowało godzinę, wynikło, iż samochód z pierwszego miejsca w drugim rzędzie odjechał pomiędzy powrotem trojga zmoczonych żeglarzy a przybyciem grubego, dzięki czemu gruby mógł sobie stanąć okrakiem. Tym samochodem inspektor już się nie zajmował, nie zamierzał szukać Szweda w szarym volvo, który oddalił się wcześniej i nie mógł nic wiedzieć. Z siedmiu niedostępnych osób jedna odpadła mu definitywnie.

Po czym odpadły jeszcze cztery, bo jedna odjechała przed Szwedem, a trzy przyjechały wcześniej, z czego dwie w chwili, kiedy gruby zaledwie usiadł przy barze, zająwszy interesujące inspektora miejsce parkingowe. Siedział jeszcze w chwili meldowania się osoby trzeciej.

Pozostało właściwie dwoje. Francuz i Polka.

No tak, ale istnieli przecież wszyscy inni goście hotelowi, nie plączący się nigdzie, siedzący spokojnie na tyłkach w swoich pokojach, względnie w restauracji i w barze. Połowa okien wychodziła na parking, ktoś mógł akurat wyglądać…

Inspektor Rijkeveegeen był człowiekiem systematycznym i nie zamierzał niczego zaniedbywać. Puściwszy w ruch machinę, zmierzającą do zezwolenia na wdarcie się do pustego domu Ewy Thompkins oraz poszukując Polki i Francuza, zabrał się za to, co było mu dostępne na miejscu.

Przede wszystkim trochę pomyślał. Nie miał, niestety, nagranej rozmowy z tą jakąś gosposiokuzynką Ewy Thompkins, dzwonił do niej bowiem z hotelu, a nie z policji, ale pamiętał, ponadto zanotował sobie, że owej Ewy nie było w domu już od dziesięciu dni. To znaczy, nie było jej od dziesięciu dni w chwili, kiedy dzwonił. Trzy pełne doby przeleżała w bagażniku, zatem pozostawał tydzień, który musiała gdzieś spędzić.



23 из 217