Wszyscy inni również wyjęli portfele.

– Chociaż to możemy dla ciebie zrobić – przekonywał Nataniel. – Za wszystko, co ty zrobiłeś kiedyś dla nas. Dla tych członków rodziny, którzy znaleźli się w potrzebie. Uratowałeś Benedikte. I André. Tovę. Mali. I wielu, wielu innych, nie mówiąc już o mnie samym. Jakbym sobie poradził z Tengelem Złym, gdyby nie ty?

Protesty Marca na nic się nie zdały. Nalegali, by przyjął pieniądze.

– Dziękuję – powiedział wzruszony, biorąc wcale pokaźną sumkę, zebraną od wszystkich. – Muszę przyznać, że uwolniliście mnie od sporego problemu. A także od wielu drobnych. Mam na przykład okropną ochotę znowu skosztować lodów.

Uśmiechali się do niego serdecznie.

– Trzeba coś postanowić w sprawie twoich dochodów – oznajmił Gabriel zdecydowanie. – Ja się na takich sprawach znam, a Ludzie Lodu mają odłożony spory fundusz. Niestety, na naszym świecie trudno sobie poradzić bez pieniędzy.

– Rzeczywiście, zdążyłem się o tym przekonać – przyznał Marco ze smutkiem. – Dziękuję wam wszystkim.

Kiedy ujął dłoń Mirandy, dziewczyna poczuła potężny strumień energii, płynący od niego do niej.

Potem Marco wyszedł, a oni zostali przy stole. Początkowo milczeli, a po chwili podjęli ożywioną rozmowę.

Wkrótce pojawiła się Indra. Z daleka widzieli, że jest niezwykle podniecona, jej na ogół spokojna twarz płonęła.

– Miranda żałuj – wykrztusiła, podchodząc do stołu – Czy wiesz, kogo spotkałam w recepcji? Najwspanialszego mężczyznę świata! Był tak przystojny, że wprost trudno w to uwierzyć.

– To ty powinnaś żałować, że nie wstałaś wcześniej droga Indro – odparła Miranda spokojnie, a wszyscy zebrani uśmiechali się. – Ten twój urodziwy młodzieniec siedział tu przy tym stole. Spójrz, to jego nakrycie i filiżanka.

Indra otworzyła usta.

– To Marco – wyjaśniła Ellen krótko.



15 из 206