
BYCIE MARTWYM NIE JEST OBOWIĄZKOWE.
— A… A kości?
NIE, JEŚLI NIE MASZ OCHOTY.
Mort odetchnął. Tego by się trochę obawiał.
— Jeśli tato się zgodzi — rzekł.
Spojrzeli na Lezeka, który skrobał się po brodzie.
— Co o tym sądzisz, Mort? — zapytał z ożywieniem człowieka pełnego nadziei. — Nie każdemu taki zawód by się spodobał. Nie o tym myślałem, muszę przyznać. Ale powiadają, że organizacja pogrzebów to zaszczytna profesja. Wybór należy do ciebie.
— Pogrzebów? — zdziwił się Mort.
Śmierć kiwnął głową i konspiracyjnym gestem uniósł palec do warg.
— To ciekawe — oświadczył Mort. — Myślę, że chętnie spróbuję.
— Mówiliście, że gdzie się mieści wasza firma? — spytał Lezek. -Daleko?
NIE DALEJ NIŻ O GRUBOŚĆ CIENIA, odparł Śmierć. GDZIE POJAWIŁA SIĘ PIERWSZA PIERWOTNA KOMÓRKA, TAM I JA SIĘ POJAWIŁEM. KIEDY OSTATNIE ŻYCIE CZOŁGAĆ SIĘ BĘDZIE POD STYGNĄCYMI GWIAZDAMI, TAM I JA BĘDĘ.
— No tak — zgodził się Lezek. — Musicie sporo podróżować.
Sprawiał wrażenie oszołomionego, jakby usiłował coś sobie przypomnieć, ale właśnie zrezygnował.
Śmierć przyjaźnie poklepał go po ramieniu, po czym zwrócił się do Morta.
MASZ JAKIŚ BAGAŻ, CHŁOPCZE?
— Tak — potwierdził Mort i nagle sobie przypomniał. — Tyle że chyba zostawiliśmy go w sklepie. Tato, nasz worek został w sklepie z ubraniami!
— Będzie zamknięty — zmartwił się Lezek. — W Dzień Strzeżenia Wiedźm nie otwierają sklepów. Musisz wrócić pojutrze… Właściwie jutro.
TO ŻADEN KŁOPOT, oznajmił Śmierć. POJEDZIEMY JUŻ. NA PEWNO WKRÓTCE BĘDĘ TU MIAŁ JAKIEŚ SPRAWY.
— Mam nadzieję, że zdołasz nas odwiedzić — powiedział jeszcze Lezek. Zdawał się walczyć z myślami.
— Nie wiem, czy to dobry pomysł — odparł Mort.
— No cóż, do zobaczenia, mały. Masz robić to, co ci każą. Zrozumiałeś? I… Przepraszam was, panie, czy macie syna? Śmierć wydawał się nieco zaskoczony.
