
Co się dzieje z jego nogami? Pochylił się, chcąc rozetrzeć kolana.
Jęknął przeciągłe, zszokowany.
To wcale nie był żaden sen. W panice obmacywał dłońmi to, co kiedyś było jego ciałem. Znał historię tamtych dwojga, którzy napili się wody. Słyszał o pajęczycy, która miała wiele przypominających szpony odnóży. Przebywała wtedy w grocie z ziemi i kamieni i dlatego przeobraziła się w istotę podobną do skorpiona.
Słyszał też o wodnym potworze, którego skóra zmieniła się w rybią łuskę, płuca w skrzela, a twarz w rybi pysk. Stało się tak, ponieważ znalazł się w grocie częściowo wypełnionej wodą.
On natomiast, Talornin, znajdował się w twierdzy wybudowanej w epoce wędrówki ludów. Logiczne więc chyba, że taki właśnie, a nie inny obraz ujrzał w zwierciadle? Rozmyślał tak, ogarnięty rozpaczą, obmacując przy tym własne ciało. Czuł sztywną skórzaną zbroję, pochodzącą z prastarych czasów, pamiętał, jak zapatrzył się we własne puste oczy, widział strzępki skóry zwisające spod resztek rzadkich włosów. Zobaczył w lustrze upiora jakiegoś starożytnego rycerza.
Ohydny wizerunek, przerażający obraz. Oszalały ze strachu wzbraniał się przed dotknięciem własnej twarzy. Czuł ciężar skórzanej zbroi, utrudniającej mu chodzenie, poruszał się sztywno i ciężko. Wyczuwał kości ręki. Czy starczy mu odwagi, żeby dotknąć twarzy? W żadnym lustrze nie chciał się już więcej przeglądać, ale musiał przecież wiedzieć, co się z nim stało.
Palce zbliżyły się do twarzy, zadrżały.
Może najpierw powinien spróbować dotknąć włosów? Miał przecież kiedyś takie długie, piękne włosy, gęste i błyszczące.
Podniósł dłoń nad głowę. Gołą, to czuł. Nie miał pojęcia, jak wyglądali wojownicy z epoki wędrówki ludów, czy nosili jakieś kapelusze. On w każdym razie niczym jej nie nakrywał.
Ostrożnie przysunął dłoń jeszcze bliżej głowy, poczuł muśnięcie włosów. Całe szczęście, że przynajmniej one tam są! Przycisnął rękę.
