O, tak, to jego rzeczy, całe szczęście! Jest też buteleczka z uzdrawiającymi kroplami Madragów.

Wyjął ją drżącymi dłońmi i wyrwał korek. Nareszcie znów będzie sobą!

W ostatniej chwili się powstrzymał.

Wielkie nieba, co też on chciał zrobić? Przecież razem z Lenore dodali do eliksiru ciecz, zawierającą śmiertelny wirus, żeby rozpylić go nad ziemią, jeśli okaże się to konieczne, a przynajmniej żeby móc tym grozić.

A gdyby tak się tego napił?

Na myśl o tym, co mogło się stać, pod Talorninem ugięły się kolana i osunął się na kamienistą ziemię. Niestety, nie zdołał uklęknąć, przeszkodziła mu w tym zbroja, i runął jak długi, mocno się tłukąc.

Z rozbitym solidnie łokciem i guzem na głowie zdołał jakoś z powrotem stanąć na nogi. Musi coś zrobić, nie może dłużej zostać na tym pustkowiu.

To wszystko przez Sol! To jej wina, że tak długo błąkał się po tej strasznej twierdzy, to jej czary stworzyły zaklęte zamczysko.

Mylił się, twierdza była dziełem Libuszy, lecz jej Talornin nigdy nie miał okazji zobaczyć.

Musiał jakoś dotrzeć do swojej gondoli, to znaczy do wspaniałego pojazdu Marca. Lenore na pewno już tam na niego czeka. Czy ona nie mogła mu jakoś pomóc? No, jeszcze dostanie za swoje!

Musiał zejść na brzeg jeziora, bo tam właśnie stała gondola.

Zajęło mu to sporo czasu. Kiedy Talornin z mozołem schodził w dół w tej przeklętej zbroi, odkrywał pewne zmiany, które się dokonały w tym jego nowym ja.

Zaczynał się dobrze czuć w nowej skórze. Zorientował się, że rycerz, w którego ciało wstąpił, był zły. Czy zresztą w szóstym wieku istniało już rycerstwo? Nie pamiętał, ale uznał, że będzie się nazywał rycerzem, to brzmi przecież imponująco.

Czuł, że w duszy żarzy mu się zło. Doskonale, będzie dzięki temu silniejszy w walce ze swymi współczesnymi wrogami.



13 из 162