
– Za to, że podłożyłaś ogień w domu Rama i Indry! – zawołała do Lenore.
Z jej podniesionej ręki wystrzeliły iskry, które wężowym ruchem pomknęły ku ofierze. Lenore podskoczyła wysoko, chcąc uniknąć syczących drobinek ognia, ze świstem mknących ponad ziemią.
– Skacz, babciu! – zawołała Sol roześmiana.
– Nie jestem żadną babcią! – wrzasnęła Lenore.
– Och, to tylko odrobina czarnego humoru, moja droga! Nie pamiętasz tej historyjki o dzieciach, które prowadziły swoją ślepą babcię po ulicy i miały ją uprzedzać słowami „skacz, babciu” przed krawężnikami albo jakąś inną nierównością na drodze? One jednak mówiły tak przez cały czas, nawet wtedy gdy nie było żadnych przeszkód.
– Nie opowiadaj mi niemądrych historyjek i skończ z tą dziecinadą! Myślisz, że nie wiem, że to wszystko jest tylko iluzją?
– Oczywiście, dokładnie tak samo, jak było z babcią. Ale, wobec tego, dlaczego tak podskakujesz?
Lenore uświadomiła sobie, jak głupio się zachowała, i próbowała uciec, ale Sol błyskawicznie posłużyła się inną czarodziejską sztuczką i kamieniste podłoże, oddzielające uciekinierkę od lasu, natychmiast rozżarzyło się jak płynna lawa.
– Za to, że włamałaś się do mojego domu i ośmieliłaś się mnie zaatakować!
– Nie oszukasz mnie! – zawołała Lenore i wbiegła na rozpaloną do czerwoności, bulgoczącą lawę.
Zaraz też zaczęła głośno krzyczeć z bólu i gwałtownie podskakiwać raz na jednej, raz na drugiej nodze, starając się lądować na palcach. Z gorąca podeszwy oderwały jej się od butów, przerażona wróciła więc na swoje dawne miejsce. Sol pozwoliła lawie zniknąć, lecz Lenore nie podejmowała już ryzyka kolejnej próby ucieczki.
– Skąd bierzesz odwagę na to, żeby być jej mężem? – szepnął Sardor do Kira.
– Sol jest wspaniałą żoną i słynie z wierności w stosunku do przyjaciół. Powszechnie wiadomo, że jest gotowa uczynić dla nich wszystko.
– Zechciej jej więc powiedzieć, że i ja jestem przyjacielem!
