– Za to, że włamałaś się do domu Gorama i Lilji, ty złodziejko! – zawołała Sol.

Lenore poczuła, jak ostre szpony szarpią cienką, delikatną skórę na ramionach, z której była taka dumna. Z bólu na moment przejaśniło jej się w głowie.,

– Dobrze, dobrze, zaprowadzę was do Móriego i Berengarii! – krzyknęła, nie mając wcale takiego zamiaru.

Jeśli tylko będzie miała okazję przyłączyć się do nich… Na pewno zdoła uczynić z potężnego Farona swego sprzymierzeńca, to bez wątpienia nie będzie trudne, a wtedy Talornin wraz ze swoimi planami może sobie uciekać tam, gdzie pieprz rośnie.

Wizje ustały. Czarne ptaszyska zniknęły.

– Wspaniały pokaz! – Libusza ściszonym głosem pochwaliła Sol.

– Moc wciąż jest we mnie – odparła z dumą czarownica z rodu Ludzi Lodu. – A w gniewie staje się po dwakroć silniejsza.

– Oczywiście – przyznała Libusza.

Ona sama miała pewne problemy z wykorzystaniem swojej magicznej mocy, która działała niejako w przeciwnych kierunkach: twierdza miała pozostawać widoczna, gondola Kira zaś – niewidoczna. To wymagało od Libuszy nie lada wysiłku.

Lenore chwiała się na nogach, była bowiem kompletnie wycieńczona. Ze zdumieniem patrzyła na swoje poparzenia, znikały tak samo jak skaleczenia na barkach. Buty leżały nieco dalej na płaskowyżu, one również wyglądały na całe. Ustał też wszelki ból.

Przekleństwo, pomyślała Lenore. Dałam się zwieść tej wiedźmie.

Gdy sobie to uświadomiła, jej przewrotna inteligencja znów zaczęła pracować i Lenore uczyniła to, o czym już dawno powinna była pomyśleć: wyciągnęła pistolet ze śmiertelnie niebezpiecznymi gazowymi nabojami i wycelowała go w Sol.

Ale Kiro okazał się szybszy. Przez cały czas trzymał w pogotowiu swą obezwładniającą broń, bo nawet przez sekundę nie zaufał Lenore.



5 из 162