
– Ja nie mam o niczym pojęcia – odparła beztrosko, zaglądając Faronowi głęboko w oczy.
Sol znów ogarnął gniew. Chcąc zakończyć swe czary mocnym akcentem, mruknęła półgłosem:
– Za to, że chciałaś zwabić niewinną Lilję do lasu i skazać ją na zatracenie!
Po słowach wiedźmy z. Ludzi Lodu ciało Lenore wydało z siebie bardzo nieprzyzwoity odgłos.
Lenore była tak wstrząśnięta, że aż dech jej zaparło ze wzburzenia. Próbowała skoczyć swej przeciwniczce do oczu, lecz Kiro natychmiast stanął między nimi.
– Wystarczy już tego, Sol! – oświadczył stanowczo Faron, ale tak jak inni mężczyźni nie potrafił zachować całkowitej powagi. – Nie będziemy o tym pamiętać, Lenore. A teraz już ruszamy.
Weszli do gondoli. We wnętrzu pojazdu Lenore aż drgnęła. Do diaska, to ten dureń Armas, w dodatku na jej widok tak się skrzywił, jakby spróbował octu. A obok niego siedzi jakaś godna pożałowania dziewczynina. Taka blada, oczy ma podsinione i cała się trzęsie jak osika na wietrze. Po cóż oni ją ze sobą zabrali?
No cóż, przynajmniej nie musi jej uważać za rywalkę.
Lenore przyjrzała się po kolei wszystkim mężczyznom w gondoli. Jak zwykle szukała spojrzeń wyrażających bezgraniczny podziw.
Kochajcie mnie, wielbijcie, zasługuję na to!
No, oczy Armasa w każdym razie nic takiego nic' mówiły, ale przecież z nim już skończyła. Kiro sprawiał wrażenie, jakby świata nie widział poza tą idiotką, tą wiedźmą Sol. Dwaj Strażnicy, jak oni się, do diabła, nazywają, zajęli się maszynerią, a Faron…
Jakiż on przystojny!
Och, oczywiście nie słyszał tego, co się jej przy darzyło w lesie, niemożliwe, by tak było, bo przecież patrzył teraz prosto na nią.
Ale jakąż surowość miał w oczach!
