
– Zaprowadź nas wprost do Móriego i Berengarii, inaczej cię unicestwię!
Lenore pobladła. Doskonale wiedziała, że Faron jako Obcy jest w mocy to zrobić.
Czy on nie widzi, kogo ma przed sobą? Najpiękniejszą kobietę w całym Królestwie Światła, pożądaną przez wszystkich! Czy nie wiedział, ilu mężczyzn leżało u jej nóg, błagając o łaskawość? Czyż nie zdobyła sobie sławy najbardziej ognistej kochanki w całym wszechświecie? Czyż wszyscy mężczyźni nie pragnęli nosić jej na rękach, tak by jej pięknych stóp nie pobrudziła ziemia?
Kokieteryjny, dziecinnie bezbronny uśmiech Lenore nie zrobił wrażenia na Faronie, akurat bowiem w tej chwili jeden ze Strażników zawołał:
– Ram nas wzywa!
2
Maszyna Śmierci, trzymając się w bezpiecznej odległości od gondoli Rama, czekała niewidoczna w ukryciu.
Pilotowali ją ludzie, którzy trafili do Królestwa Światła nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności. Ani trochę nie pasowali do tamtego wspaniałego świata, zachowywali się tak okropnie, że zesłano ich na Bliźniaczą Planetę, a oni poprzysięgli za to odwet. Dlatego też przyłączyli się do Talornina, gdy przygotowywał bunt i utworzył swą własną grupę.
Wybiła wreszcie godzina zemsty.
– Dlaczego tak zwlekamy? – wykrzyknął ze złością jeden z pilotów. – Bierzemy ich! Tak ich kopniemy w tyłek, że się rozerwą na strzępy!
Już kładł rękę na wyrzutni pocisków.
– Nie! Wstrzymaj się! – syknął drugi, o włos inteligentniejszy od tamtego. – Talornin bardzo wyraźnie nam przykazał, żebyśmy pozwolili się doprowadzić do właściwego miejsca. Potem będziemy mogli rozprawić się ze wszystkimi za jednym zamachem i zabierzemy wtedy jego i tę przeklętą Lenore. Wydaje się, że oni na dobre utknęli.
– No tak, ale przecież nie możemy ich znaleźć – zauważył jego towarzysz, niechętnie podporządkowując się poleceniu. Podjął też próbę nawiązania kontaktu z Talorninem. Bez rezultatu, linia wciąż była głucha.
