
– Żadne połączenie nie funkcjonuje – oświadczył z kwaśną miną, nic z tego nie rozumiejąc. – Uważaj, podlatujesz zbyt blisko!
Za późno. Ram i Indra już ich zauważyli.
– Co teraz zrobimy? – spytała Indra, omal nie łamiąc sobie karku podczas prób przyjrzenia się morderczemu samolotowi. – Zestrzelimy ich?
– Nie mamy takiej broni.
Wezwali przyjaciół z gondoli na ziemi. Od razu ich usłyszeli.
– Ściga nas ta śmiercionośna maszyna – meldował Ram. – Prawdopodobnie chcą, żebyśmy ujawnili im miejsce waszego pobytu. Nie schodzimy więc w dół, postaramy się ich zgubić.
Faron odpowiedział pytaniem:
– Gondolą? Drodzy przyjaciele, to się wam nie uda. Zresztą jest już na to za późno, widzę was… Waszych prześladowców także. Oni więc na pewno widzą i nas.
– Gondole muszą stać się niewidzialne – zawołał Armas przerażony. – Sol, pospiesz się!
Czarownica pokręciła głową.
– To specjalność Libuszy, a jej już tu nie ma, powróciła do własnego stulecia, spokojna, bo przekonana, że my zajmiemy się Lisą.
Armas prychnął ze złością, spoglądając na skuloną postać na siedzeniu tuż obok niego.
Nawet w tak rozpaczliwej sytuacji nie przestawał myśleć o sobie i własnych problemach. Ani przez chwilę nie czuł się dobrze. Jakoś się nie składało, żeby wreszcie wyruszyć na ratunek pięknej Berengarii, a na dodatek pojawiła się jeszcze Lenore, chyba tylko po to, by znów wrócił smak upokorzenia.
– Nie możemy zawracać głowy Libuszy – stwierdziła Sol. – A próby naśladowania przez nas jej magicznych zaklęć oznaczałyby brak szacunku dla niej. My, czarownice, także mamy swój kodeks honorowy – zakończyła dumnie.
Z mieszaniną zdziwienia, ulgi i zatroskania patrzyli, jak gondola Rama skręca, odciągając tym samym Maszynę Śmierci od okolicy. Piloci najwyraźniej byli do tego stopnia zajęci ściganiem Rama i Indry, że nie zwrócili uwagi na wszystkie inne gondole, parkujące nad leśnym jeziorem.
