
— To… no wiesz… zdarza się odruchowo. — Potencjalni akolici minęli zakręt na górskiej ścieżce. Święty mąż szybko sięgnął po żebraczą miseczkę. — Wyobraź sobie, że ta miseczka to twoja pamięć. — Zakołysał nią. — Może pomieścić tyle i nie więcej. Rozumiesz? Nowe rzeczy się zjawiają, stare muszą się przelać.
NIE. JA PAMIĘTAM WSZYSTKO. KLAMKI W DRZWIACH. GRĘ ŚWIATŁA WE WŁOSACH. ŚMIECH. KROKI. WSZYSTKIE DROBNE SZCZEGÓŁY. JAKBY TO BYŁO LEDWIE WCZORAJ. JAKBY ZDARZYŁO SIĘ LEDWIE JUTRO. WSZYSTKO. ROZUMIESZ?
Święty mąż podrapał się po swej lśniącej łysinie.
— Tradycyjnie — rzekł — wśród sposobów zapominania wymienia się wstąpienie do Klatchiańskiej Legii Cudzoziemskiej, napicie się wody z jakiejś magicznej rzeki, nikt nie wie, którędy płynie, oraz pochłanianie dużych ilości alkoholu.
ACH TAK…
— Jednak alkohol niszczy ciało i zatruwa duszę.
BRZMI OBIECUJĄCO.
— Mistrzu.;.
Święty mąż obejrzał się z irytacją. Przybyli akolici.
— Chwileczkę. Rozmawiam z… Obcy zniknął.
— Mistrzu, pokonaliśmy wiele mil po… — zaczął akolita.
— Zamknij się na moment, dobrze?
Święty mąż podniósł rękę, ułożył dłoń pionowo i machnął nią kilka razy. Wymruczał coś pod nosem.
Akolici wymienili spojrzenia. Nie tego się spodziewali. W końcu ich przywódca znalazł w sobie drobinę odwagi.
— Mistrzu…
Święty mąż odwrócił się i przyłożył mu w ucho. Dźwięk, jaki zabrzmiał, był wyraźnie słyszalny: klask!
— Aha… Złapałem! — ucieszył się święty mąż. — A teraz, co mogę dla was…
Urwał, gdy mózg nadążył wreszcie za uszami.
— Co miał na myśli, mówiąc: ludzkie istoty?
* * *
Śmierć przeszedł w zadumie po zboczu do miejsca, gdzie wielki biały koń spokojnie obserwował okolicę. IDŹ SOBIE, powiedział. Koń spojrzał na niego nieufnie. Był o wiele bardziej inteligentny od większości koni, choć nie jest to trudne do osiągnięcia. Zdawał się świadomy, że nie wszystko jest w porządku z jego panem. TO MOŻE CHWILĘ POTRWAĆ, uprzedził Śmierć. I ruszył przed siebie.
