Nie było rady.

— Cudo, sir — oznajmił Cudo Tyłeczek.

— Cudo, tak? Miło wiedzieć, że podtrzymuje się dawne tradycje nadawania imion. Cudo Tyłeczek. Dobrze.

Na twarzy Vimesa nie pojawił się nawet najlżejszy grymas rozbawienia. Tyłeczek przyglądał się uważnie.

— Tak jest, sir. Cudo Tyłeczek — powiedział. I nadal nie dostrzegł choćby dodatkowej zmarszczki. — Ojcu było Wesoły. Wesoły Tyłeczek — dodał tak, jak ktoś mógłby szturchać językiem chory ząb, żeby sprawdzić, kiedy pojawi się ból.

— Naprawdę?

— A… jego ojciec miał na imię Klep. Klep Tyłeczek.

Ani śladu, ani cienia uśmiechu… Vimes odsunął tylko formularz.

— No cóż… Zarabiamy tutaj na życie, Tyłeczek.

— Tak jest, sir.

— Nie wysadzamy różnych rzeczy w powietrze, Tyłeczek.

— Oczywiście, sir. Nie wszystko wysadzam w powietrze. Część się tylko roztapia.

Vimes zabębnił palcami o biurko.

— Wiesz coś na temat martwych ciał?

— Doznali tylko niezbyt mocnego wstrząsu, sir.

Vimes westchnął.

— Posłuchaj, wiem, jak to jest być gliną. To zwykle chodzenie i rozmowy. Ale o wielu sprawach nie mam pojęcia. Trafiasz na miejsce zbrodni i znajdujesz szary proszek na podłodze. Co to takiego? Ja nie wiem. Ale wy tam znacie się na mieszaniu substancji w miskach, więc możecie to wykryć. A może ofiara nie ma na ciele żadnych śladów przemocy. Czy ktoś ją otruł? Wychodzi na to, że potrzeba nam kogoś, kto wie, jaki kolor powinna mieć wątroba. Kogoś, kto zajrzy do popielniczki i powie mi, jakie palę cygara.

— Cienkie Panatelle Pantweeda — odparł odruchowo Tyłeczek.

— Wielcy bogowie!

— Zostawił pan paczkę na stole, sir.

Vimes spojrzał na stół.

— No dobrze, czasami odpowiedź jest łatwa — przyznał. — Ale czasami nie jest. Czasami nie wiemy nawet, czy pytanie było właściwe. — Wstał. — Nie mogę powiedzieć, że lubię krasnoludy, Tyłeczek.



17 из 291